niedziela, 16 września 2018

Maurizio. Kot w okularach.


Stare przysłowie kotów mówi, że najważniejsze jest, żeby zadebiutować przed siedemdziesiątką! Wygląda na to, że się wyrobiłam! Napisałam książkę! Dla dzieci! Tak, tak! Sama jestem zdumiona! 

czwartek, 30 sierpnia 2018

Pachnotka

To jest pachnotka! Trudno mi sobie doprawdy wyobrazić, że można nazywać się piękniej! Zwłaszcza w kraju, w którym rośliny nie mają szczęścia do nazw, żeby wspomnieć tylko koniopłocha, zroślichę, dziwidło, pęcherznicę czy – wybaczcie – podejźrzona!

czwartek, 9 sierpnia 2018

Kiszone pomidorki koktajlowe do szybkiego zjedzenia!




Zaczęło się! Mamy ogórkowy entliczek pentliczek. Ogórki surowe, ogórki w kilku stopniach małosolnego ukiszenia, a także ukiszone porządnie! Ogórki do każdego posiłku i między nimi. Czuję, że zaraz trysnę solami mineralnymi jak fontanna. Jak, nie przymierzając, Tryton z fontanny na Piazza Barberini w Rzymie. Innych wartości surowe ogórki w zasadzie nie mają, poza smakiem, który uwielbiam. Co innego kiszone! To zamiana na miarę tej, jakiej dokonywał ten czarodziej Jezus, zamieniając wodę w wino.

sobota, 2 czerwca 2018

Ocet truskawkowy z płatkami piwonii i róż.


Wiem, że moje pisanie o occie ma znamiona molestowania, ale co ja na to poradzę, że chciałabym wszystkich uszczęśliwić, nawet jeśli na siłę. Tytułowy ocet truskawkowy z płatkami piwonii i róż okazał się przebojem ubiegłego sezonu, choć malinowy, śliwkowy czy z owoców czarnego bzu, niewiele mu ustępowały. Zapach truskawek, piwonii i róż zniewalał zmysły, nic dziwnego więc, że ocet nie doczekał zimy, mało tego, nie było go już jesienią. Ostatnie krople wysączyliśmy jakoś na początku września. 

poniedziałek, 28 maja 2018

Rice people, nice people! Japonia część 2.


Pierwsza noc w nowym miejscu jest zawsze intrygująca. Nie inaczej było z tokijską. Nowe zapachy (restauracja na dole), dźwięki, światło ulicy sączące się przez drewniane żaluzje, wreszcie materac - w kraju samurajów był zgodnie z naszym oczekiwaniem, a więc twardy. Ale to, czego oczekuje się od materaca, nie sprawdza się w przypadku poduszki. Z jakiegoś, nierozpoznanego przeze mnie względu, wszystkie poduszki, wszędzie na świecie są twarde i duże, Tokio nie było tu wyjątkiem. Wożę więc ze sobą małą poduszeczkę, która jest jednym z gwarantów zdrowego i relaksującego snu ;o)

poniedziałek, 14 maja 2018

Kwiaty głogu na sprawy sercowe! ;o)


W przerwach między pisaniem o Japonii, pozyskałam trochę surowca zielarskiego! Kwiaty głogu! Wystrzeliły wcześniej niż zazwyczaj, więc trzeba się spieszyć, żeby je upolować! Mądre źródła podają, że kwiaty głogu mają silniejsze działanie niż owoce! Są stosowane przede wszystkim w „sprawach sercowych” - zarówno w profilaktyce, jak i leczeniu. Regulują pracę serca i obniżają ciśnienie. Kwiaty zawierają fenolokwasy, aminy, fitosterole, garbniki, witaminę C i witaminy z grupy B, pektyny oraz sole mineralne. Jednak najcenniejsza jest duża ilość związków flawonoidowych. Działają ogólne wzmacniająco i przeciwnowotworowo!

niedziela, 13 maja 2018

Japonia welcome to! Część 1.

To parasolka o wyjątkowym znaczeniu...

Opowiastki o Japonii zacznę od historii, która wydarzyła się w miejscowości Mitsuishi, maleńkim miasteczku, o jakich zwykło się mówić, że psy tam, no cóż, nie szczekają paszczami. Jest tam jeden sklep spożywczy, jeden fryzjer i dentysta oraz stacja benzynowa. Jest też zakład utylizacji odpadów. Gdzieś być musi, a tu z dala od wszystkiego dyskretnie czyni swoją powinność. Mitsuishi leży 11 przystanków kolejowych od Okayamy, co oznacza 40 minut wśród złożonych jak origami japońskich „commutersów” pogrążonych we śnie. 

niedziela, 4 lutego 2018

Faworki czyli grzeszne przyjemności. Zima.


Nie jestem niewolnicą tradycji, ale do faworków mam słabość! Wybaczam im nawet to, że są smażone w głębokim tłuszczu, choć na co dzień unikam tej techniki jak ognia, bo są lepsze sposoby na skrócenie sobie życia. No ale raz w roku można!

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Łubin - wegański hit!


Jak wiadomo przypadki sprzyjają odkryciom, taki Krzysztof Kolumb podróżnik czy Alexander Fleming - odkrywca penicyliny albo Wilhelm Roentgen, ten od promieni. Mnie najbliżej do tego bandziora Kolumba, choć najchętniej zdystansowałabym się od niego, bo przecież nie tyle pragnął odkrywać nowe lądy, ile chciał się nachapać złota przed wszystkimi innymi. Inna sprawa, że ma swoje zasługi, bo jak już wymordował ze swoimi kompanami lokalną ludność, a pozostałych przy życiu pozarażali chorobami wenerycznymi, to w drogę powrotną do Europy zabrali ze sobą rozmaite warzywa, które teraz traktujemy jak swoje. To dynia, kukurydza, fasola, papryka czy pomidory. Dzięki Krzysztof!

sobota, 6 stycznia 2018

Fascynujący świat oliwy z oliwek!


Siadając do pisania tego tekstu uprzytomniłam sobie, że wspomnienia podróży są mocno związane ze smakami, których doświadczyłam. I tak pierwszy wyjazd do Grecji ma smak chałwy kupionej na targu w Salonikach. Była ona w olbrzymich blokach, a sprzedawca z miną transplantologa odkrawał cienkie kawałki nożem niewiele mniejszym od mieczy, które dostał Jagiełło od Krzyżaków. Kruchą chałwę nakładał do najcieńszego pergaminu, jaki widziałam w życiu. Jej smaku i kruchości nie miała żadna chałwa, którą jadłam. Ani wcześniej, ani później.

piątek, 1 grudnia 2017

Chipsy z jarmużu!


Gdy dnia już prawie nie ma, to znaczy jest ta dziurka w ciemności dniem nazywana, kiedy można rozkoszować się jedynie odcieniami szarości i gratulować sobie decyzji o zakupie mocnych żarówek ledowych w Biedronce, no więc właśnie wtedy, zaczyna triumfować jarmuż. Ten cud natury dumnie tkwi na posterunku. Jedyne chyba warzywo o tej porze roku, które trafia do sklepów „z gruntu”.

czwartek, 16 listopada 2017

Z miłości do oczu! Zupa kukurydziana z porem na mleczku kokosowym.


Złota polska jesień, a raczej jej karykatura upłynęła nam na letnisku na walce z hipotermią. Myszy zmagały się z podobnym problemem. Nasza kohabitacja trwała już od kilku tygodni, ale w ostatnich dniach stworzonka zaczęły wyraźnie demonstrować swoje wyłączne prawo do lokalu defekując na lodówce i kuchennym blacie.

wtorek, 17 października 2017

Sałata ze śliwek i buraków z granatem i filecikami z pomarańczy!


Połączenie śliwek z burakami od dawna chodziło mi po głowie i nie wiem doprawdy dlaczego tak długo zwlekałam! Zmarnowałam minione sezony śliwkowe, a i ten obecny jest już na zakończeniu. No ale, better late than never! Okazało się oto, że mariaż śliwek i buraków, to związek doskonały! Słodycz, głębia smaku i bogactwo wartości, co do których trudno mieć wątpliwości, w przeciwieństwie do niektórych wartości przez duże „W”.

czwartek, 5 października 2017

Tort gryczany z grzybami i orzechami.




Gryka z przydomowych ogródków zebrana? Wymłócona? Kosze grzybów z lasu przytargane? Orzechy się suszą? To znaczy, że jest prawie wszystko, żeby zrobić ten nadzwyczajny gryczany tort! Najpierw jednak słówko o gryce! Trochę żartowałam z tą gryką w przydomowych ogródkach, a trochę nie!

czwartek, 21 września 2017

Ocet - mon amour!


Ocet w naszym kraju kojarzy się głównie z octem spirytusowym i wraz z cukrem oraz solą ma utrwalone miejsce w historii. To brak cukru na początku sezonu przetwórczego w czerwcu 1976 roku uruchomił spiralę wydarzeń, które doprowadziły do tego, że na sklepowych półkach pozostały jedynie sól i ocet. Niedawno odwołał się do tego stanu Donald Tusk w jednym ze swoich przemówień skierowanym do Brytyjczyków w kontekście Brexitu. Straszył ich, roztaczając wizję pustych sklepów, jedynie z octem i solą na półkach. Podchwycił to John Olivier w swoim satyrycznym programie, mówiąc, że przecież Brytyjczycy uwielbiają „salt and vinegar” i pokazał stosy rozmaitych chipsów o smaku tych dwóch przypraw, więc nie da się ich tą perspektywą przerazić, podobnie jak nie da się przerazić Francuzów perspektywą wina i bagietek. To jest bardzo zabawny odcinek! Jest TU, gdyby ktoś chciał obejrzeć.


środa, 9 sierpnia 2017

Coś jakby flan czyli grzeszne przyjemności!


Dzisiaj ciasto! Moje ulubione. Idealne na lato. Łatwe i pyszne! Jak się pewnie domyślacie składa się z samych grzesznych składników. Nic nie da się powiedzieć na jego usprawiedliwienie! Masło, cukier, tłuste mleko, biała jak śnieg mąka i jajka. Gorzej być nie może! No chyba, żeby wierzch udekorować skwarkami ;o)

piątek, 28 lipca 2017

Melanż z bobem i kiszonymi cytrynami.



- Oho, missed approach - mówi Pan Domu patrząc na przelatującego nad naszymi głowami bociana, który mija gniazdo i znika za topolami. - Poszedł na drugi krąg - mówi lotniczym slangiem. Sam jest pilotem, więc ma z bocianami pokrewieństwo dusz. Tylko czekam, aż zacznie klekotać i stawać na jednej nodze! Na Żuławach ciągle wieje, na dodatek nierzadko z kilku kierunków na raz więc rozliczanie lądowania nie jest łatwe, a trzeba wiedzieć, że bociany jak samoloty (lub odwrotnie) startują i lądują zawsze pod wiatr. Z wiatrem natomiast defekują. Instynktownie wiedzą, na którą stronę wystawić kuper, żeby bryzgnąć poza gniazdo i nie narobić sobie na nogi.

niedziela, 11 czerwca 2017

Sztuka fermentacji! Kiszone cytryny rządzą!




Zapach gnojówki z pokrzyw to niezawodny znak, że wiosna osiągnęła już swoją pełnię i niepostrzeżenie stanie się upragnionym latem. Porą roku, którą wypełnia oglądanie się oraz nawzajem w poszukiwaniu kleszczy, a także zbieraniu ślimaków i wynoszenie ich kilogramami za betonową drogę, w nadziei, że zajmą się rzepakiem sąsiada.

wtorek, 9 maja 2017

Jarmuż z grzybami shiitake z sosem sezamowym czyli wszyscy będziemy weganami!


Przez tydzień byłam weganką! Była to moja odpowiedź na akcję zorganizowaną przez Stowarzyszenie Empatia, które walczy z niehumanitarnym traktowaniem zwierząt. Jak z pewnością wiecie, wystartowałam z pozycji wegetariańskiej, więc nie musiałam dusić apetytu na mięsa, ale i tak dieta okazała się wyzwaniem, nie jakimś znowu wielkim, ale musiałam zachowywać czujność. Mimo tego zamówiłam w Nero z rozpędu Espresso Macchiato, a innym razem zjadłam ciastko, w którym było mleko w proszku, co przeczytałam po fakcie. Powiecie wielkie rzeczy - parę kropli mleka. No cóż, tu chodzi o zasady, a nie o ilości!

sobota, 8 kwietnia 2017

Czosnek niedźwiedzi z fasolą! Ach, co to był za ślub! ;o)


Jak to na przednówku - zapasy w spiżarniach powoli się kończą, a nowości dopiero zaczynają nieśmiało wyłazić z ziemi! Nie bez powodu wymyślono post! Nadano w ten sposób prymitywnemu niedojadaniu duchowy sens, co służyło też kontrolowaniu paroksyzmów niezadowolenia, bo jak wiadomo człowiek, a zwłaszcza Polak, jak głodny, to zły! To było kiedyś!

czwartek, 16 marca 2017

Moje serce zostało w Hoi An z sałatką z zielonego mango!



Cam Chau to dzielnica Hoi An. Stąd nad morze jest jakieś 20 minut rowerem. Połowę tej drogi jedzie się groblą pośród pól ryżowych. Czasami jest mijanka z motocyklem, a czasami trzeba ominąć bawoła wodnego. Bawoły są nadal używane do uprawy ryżu. Pękate, stalowo-szare z wielkimi rogami! Mimo rogów i olbrzymiej masy wyglądają dobrotliwie i łagodnie. Po obu stronach grobli pracują na polach ludzie. Stoją godzinami zgięci w pół, po kolana w wodzie. Głównie kobiety. W lutym ryż jest na półmetku z trzymiesięcznego okresu wegetacji, więc wygląda jak podrośnięta trawa. Z grobli skręca się na asfaltową drogę, jedną z wylotówek z miasta, co oznacza, że wjeżdża się między samochody, autobusy i motocykle. Na szczęście jest też dużo rowerów - w kupie raźniej! ;o) Prawie każdy hotel oferuje je gościom za darmo. Inaczej trudno byłoby się po Hoi An poruszać. Miasto liczy 120 000 mieszkańców i jest dość rozległe. Malowniczo położone nad rzeką Bon, która wariuje na finale swojej drogi do morza. Tworzy wysepki, zakola, odnóżki. Wygląda na mapie jak poszarpana przez kota koronka.

poniedziałek, 20 lutego 2017

Interaktywne przyjęcie w wietnamskim stylu czyli sajgonki „zrób to sam”!

Wygląda na to, że zostaliśmy adoptowani przez wietnamską rodzinę! Spędziliśmy z nimi najważniejsze w tym kraju święto o nazwie Tet czyli inaugurację Księżycowego Nowego Roku, jeździmy na ich rowerach, a z seniorem rodu, i z jego inicjatywy piliśmy wódkę o mało wietnamskiej nazwie Putinka. Ciepłą. Wyższym stopniem zespolenia mogą być chyba tylko więzy krwi. Ale po kolei!

wtorek, 24 stycznia 2017

Wietnam czyli Sajgon i wegańska zupa Pho.


Sajgon ma ponoć 12 mln mieszkańców i 7,4 mln motocykli. Dla porównania, w Rzymie, który dobiega 3 mln mieszkańców, jest ok. 400 tys. jednośladów. Poza nasyceniem, różnica jest jeszcze jedna, rzymskie motocykle czasami zatrzymują się, te tutejsze nigdy, no chyba że dojadą do celu! Przechodzenie przez jezdnię, nawet na pasach (!) i na zielonym (!) polega na tym, że trzeba wkroczyć między jadące gęstym strumieniem motocykle i iść z zawziętą konsekwencją, doprowadzając, do tego, że niektóre ominą cię z przodu, a inne z tyłu.

sobota, 31 grudnia 2016

Szczęśliwego Nowego Roku!

Przejrzałam sobie mijający właśnie rok! Nie ma w nim szminek od Diora, ani ciuszków pret-a-porter, ale są ogórki kiszone, maliny zrywane prosto z krzaka, bukiety polnych kwiatów, kawka wypijana latem na tarasie, chleb z chrupiącą skórką i kot Ryjek zawsze pod ręką…💜

piątek, 16 grudnia 2016

Polish hummus czyli hipsterska kapusta z grochem.


Trudno wyobrazić sobie bardziej polskie danie od kapusty z grochem! Znane było już w czasach, gdy Puszcza Białowieska była młodnikiem. Kapuściane głowy pyszniły się na słowiańskich zagonach, groch wspinał się po prapolskich tyczkach i oba warzywa względnie łatwo wytrzymywały do przednówka pozwalając przeżyć Mściwojom, Gniewomirom i Rzepichom zimę, o jakiej teraz nie mamy bladego pojęcia. Ma zatem kapusta z grochem piękny rodowód! Jest zdrowa, tania i łatwa do zrobienia! Musi się jeszcze stać modna! Ja dzisiaj właśnie w tej sprawie!

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Dlaczego lepiej zrobić masło orzechowe w domu?




Dzisiaj propozycja, która może wydać się mało porywająca, ale nie przesądzajmy rozwoju wypadków! Domowe masło z orzechów ziemnych! Wbrew potocznej nazwie, orzechy ziemne wcale orzechami nie są, tylko roślinami strączkowymi, podobnie jak soja, groszek, bób czy fasole. Tak samo jak wymienieni członkowie rodziny, orzechy ziemne są niezwykle bogate w białko, a więc są wartościowe jako pożywienie dla człowieka. Że nie wspomnę o tym, że są smaczne! 

sobota, 26 listopada 2016

Brukselka kapustka niewielka!


Zanim dojdę do brukselki, chciałabym nawiązać do finału tegorocznego letniska, które niespodziewanie zamieniło się w jesieniowisko, ocierając się także niekiedy o zimowisko, gdy szron pokrywał pola, a temperatura nocą spadała do minus 3 stopni. Na zewnątrz, rzecz jasna! Mocnym akcentem każdego sezonu jest pakowanie. Dobytek wywozimy z dwóch powodów - myszy i złodziei.

niedziela, 6 listopada 2016

Suszone owoce! Jesienny SUPERFOOD!


Przywiozłam dzisiaj z miasta dwa kolejne pudła po bananach. Na mienie przesiedleńcze! Pomysł podpatrzony na pruszczańskiej giełdzie rupieci! Handlarze przywożą wszystko w tych bananowych pudłach, które mają tę przewagę nad innymi kartonami, że mają pokrywę (nie trzeba zaklejać pudła) i po bokach dziury na ręce! Wprawdzie mają też dziurę w dnie, ale mają też papierową wyściółkę, która zabezpiecza przed efektem durszlaka! Tak więc w razie przeprowadzki pamiętajcie o tych pudłach! Te nasze, już prawie spakowane! W sumie od dobrego tygodnia, ale ciągle nie możemy wyjechać!

poniedziałek, 31 października 2016

Jedna dynia, dania dwa!


No to mamy Halloween! Piszę to przebrana za wiedźmę! Żartuję oczywiście! Nie potrzebuję się przebierać, żeby wyglądem robić wrażenie! Kiedyś zapytałam prowokacyjnie Pana Domu, pokazując mu zdjęcie Iris Apfel, czy nie uważa, że powinnam malować sobie usta na czerwono. - Ty się lepiej uczesz! - odpowiedział Ukochany, wdzięcznie nawiązując do fryzury, jaką podarowała mi natura, i z którą przestałam intensywnie walczyć za pomocą przyrządów fryzjerskich w późnych latach dziewięćdziesiątych!

środa, 19 października 2016

Fasola Scarlet czyli jak nie przeminąć z wiatrem! (recipe in English)


Kazik jest niezwykły! To ten Czarodziej, u którego zaopatrujemy się w warzywa. Wśród żuławskich pól obsianych rzepakiem, pszenicą, burakami cukrowymi i kukurydzą, przycupnął Kazik ze swoim poletkiem, na którym uprawia takie niezrozumiałe dla wiejskiej publiczności wynalazki jak: brukiew, melony, brukselkę, pasternak, tykwy czy dynie ozdobne, które wspinają się po akacji do wysokości drugiego piętra i zostają tam na zawsze, bo Kazikowi nie chce się po nie wspinać!