Dwie rewelacyjne rośliny - niezwykle zdrowe i bardzo smaczne! Oraz efektowne! Jeśli chcielibyście je w następnym sezonie zjeść, to dobrze byłoby je teraz posadzić! Naprawdę warto!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inulina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inulina. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 22 października 2015
czwartek, 14 maja 2015
No cóż, szparagi… po japońsku!
Jak to w maju! Wszędzie szparagi! Tylko czekam, aż jakiś łepek przebije się przez ekran monitora i dziubnie mnie w oko! Nie lubię mainstreamów, źle się czuję w tłumie, ale w przypadku szparagów robię wyjątek i podążam dobrze ubitą drogą usłaną szparagowymi obierzynami!
Uwielbiam szparagi ugotowane po prostu na parze, przyprawione odrobiną masła i świeżo zmielonym pieprzem. Tak przyrządzone mogłabym jadać przez cały szparagowy sezon i nie znudziłyby mi się, ale targa mną też instynkt poszukiwacza przygód. Nie wszystkie moje przygody kwalifikują się do druku, ale tym razem recepturę mogłabym nawet wykaligrafować w niezwykle szlachetnej technice Hatai ;o)
Niezwykłe właściwości szparagów!
Zanim jednak zdradzę sekretny przepis, chcę oddać szparagom należną im cześć! Te niepozone badylki mogłyby zawstydzić niejedno czcigodne warzywo! W zasadzie dostarczają wszystkich niezbędnych składników, żeby zdrowo funkcjonować, przy czym mają jedynie 18 kcal w 100 gr czyli niewiele więcej od sałaty, która ma 13. Wspaniała informacja dla osób dbających o linię! I szansa coś osiągnąć dzięki szparagom przed nadchodzącym latem! (dodajmy - niemrawo nadchodzącym)
Szparagi zawierają duże ilości białka - glutationu, który odgrywa ważną rolę w zwalczaniu m. in. nowotworów i choroby Alzheimera. Spożycie szparagów powoduje wzrost poziomu glutationu w organizmie i pomaga wątrobie w usuwaniu toksyn, dzięki czemu proces odnowy staje się bardziej efektywny. Amerykańscy naukowcy z Institute for Cancer Prevention udowodnili, że odpowiednie stężenie glutationu, jest skutecznym sposobem wzmocnienia systemów obrony organizmu i zapobiegania rozwoju komórek nowotworowych.
Szparagi są fantastycznym źródłem kwasu foliowego (witamina z grupy B) - 150 μg/100 g i wraz ze szpinakiem, bobem i brukselką i roślinami strączkowymi tworzą grupę towarzyską, którą należy polubić, bo kwas foliowy chroni przed starzeniem! Pomaga w naprawie uszkodzonych komórek i jest niezbędny do utrzymania w dobrej kondycji układu krążenia.
Przy okazji warto wspomnieć, że kwas foliowy należy suplementować jak rok długi i szeroki, i nie dotyczy to tylko kobiet w ciąży czy tych, które taki stan planują. W procesie gotowania czy długiego przechowywania, straty folianów sięgają 50–90%. Dlatego spożywanie produktów będących źródłem kwasu foliowego nie zapewnia jego odpowiedniej ilości w organizmie człowieka (przyswaja on około połowę folianów pochodzących z żywności). Natomiast syntetyczny kwas foliowy jest wchłaniany niemal w 100 procentach.
W USA w 1998 roku wprowadzono obowiązek wzbogacania żywności kwasem foliowym. Dodaje się go na przykład do mąki. Rzeczywiście, gdy studiowałam skład chleba, który kupowaliśmy czasami podczas pobytu w USA, w każdym z nich był kwas foliowy. W Polsce takiego obowiązku nie ma, choć niektóre piekarnie go dodają. Trzeba czytać etykiety.
Wracając do szparagow, zawierają one inulinę – węglowodan niezbędny do rozwoju dobroczynnych dla organizmu człowieka bakterii, co zapewnia prawidłowe funkcjonowanie układu pokarmowego.
Do tego wszystkiego szparagi zawierają spore ilości:
- witaminy A
- witamin z grupy B
- witaminy C
- wapnia
- błonnika
Gdy już mamy ufortyfikowaną motywację do jedzenia szparagów, proponuję przygotować danko, które możemy wydać dla naprawdę wyrafinowanego towarzystwa. Na dodatek wykonanie jest łatwe, jak większości potraw, o których piszę, oraz przepotwornie zdrowe!
Robimy szparagi goma-ae czyli w japońskim sosie sezamowym!
Asystent fotografa i podkuchenny.
Najpierw sos, bo to on jest gwoździem programu:
spora garść ziaren białego sezamu
sos sojowy
oliwa z oliwek (ukłon w stronę kuchni śródziemnomorskiej)
ksylitol lub cukier lub syrop z agawy (innymi słowy coś słodkiego)
czerwony pieprz, ale może być i czarny
Składniki, które połączą się z sosem:
pęczek szparagów
30-50 dkg świezego szpinaku (najlepiej takiego w rozetach, jak to się zbiera z pola; jest po prostu lepszy od zapakowanych listków)
garść posiekanych orzechów laskowych (albo innych ulubionych)
ser feta (kolejny ukłon w stronę kuchni śródziemnomorskiej; reprezentujemy ekumeniczne podejście w kuchni)
liście świeżej mięty
kawałek startego Parmezanu lub Grana Padano
Wykonanie
Zacznijmy od sosu. Ziarna sezamu należy uprażyć. Trzeba uważać, żeby ich nie spalić, bo przepalony tłuszcz zawarty w ziarnach staje się rakotwórczy! Na małym ogniu (ja na indukcyjnej płycie ustawiam maksymalnie 3) ogrzewam je poruszając patelnią, żeby proces przebiegał równomiernie.
Uprażone ziarna miażdżymy w moździerzu (uffff, zdanie dla prof. Bralczyka!) ale nie trzeba walczyć o miałki proszek, mogą być kawałki ziarenek, nawet lepiej. Dodajemy dwie łyżki sosu sojowego i cukier (lub wymieniony wyżej substytut) i mieszamy składniki. Tu Japończyk uważa, że jego sos jest już gotowy. Ja natomiast hojnie wlewam oliwę z oliwek. Nie podaję dokładnej ilości, bo zwykle wszystko odbywa się na oko. Proszę więc dobrać do swoich upodobań zarówno ilość sosu sojowego, cukru, jak i oliwy. Ja po drodze próbuję kilka razy. Efekt jest porażający! Słowo honoru, to jest odjazd!
W Japonii najczęściej ten sos łączy się ze szpinakiem. Moim zdaniem pasuje do wielu zielonych warzyw i planuję to udowodnić nadchodzącego lata! ;o)
Sos czeka, więc należy zająć się resztą składników. Umyty szpinak wrzucam na dużą patelnię typu wok i pozwalam mu zwiędnąć na małym ogniu. Trzeba kilka razy odwrócić liście i w żadnym razie nie rozgotować. Operacja na 3 - 4 minuty! Szpinak przekładam do miski i mieszam z sosem. Odstawiam.
Szparagi obieram! Tu muszę odnieść się do pojawiających się tu i ówdzie głosów, że tylko głąby obierają szparagi, a prawdziwi herosi durszlaka pieszczą się szparagami wraz ze skórką!
Otóż, białe szparagi trzeba bezwzględnie obrać, bo w przeciwnym razie podczas biesiady będziemy sobie wyciągać łyko z pomiędzy zębów. Z zielonymi szparagami jest bardziej skomplikowana sprawa. Niektóre rzeczywiście wymagają tylko odcięcia zdrewniałych końców, ale potrafią być całkiem cienkie bestie ze skórą twardą jak na nosorożcu. Decyzję o obraniu należy podjąć przełamując jeden badylek 1/3 od końca i gryząc go. Jeśli nie napotkamy oporu, obieranie mamy z głowy, ale jeśli będzie twardy, trzeba obrać.
Ja tym razem miałam szczęście! Obrałam jakieś 3 cm od końca! Polecam do obierania szparagów specjalny przyrząd (widoczny na zdjęciach)! Jest to rzeczywiście inny wymiar współpracy ze szparagami, a wiem że obieranie niejedną Panią Domu potrafi zniechęcić, zwłaszcza jeśli rodzina jest tradycyjnego (w prawicowym rozumieniu) rozmiaru ;o)
Szparagi gotuję na parze około 5 minut łepkami do góry.
Siekam orzechy, kroję w kostkę fetę, trę Grana Padano i myję liście mięty.
Do szpinaku z sosem wrzucam pokrojone szparagi (kawałki po 5-6 cm), orzechy, fetę i liście mięty. Mieszam, a już na talerzu posypuję startym Grana Padano.
Szparagi goma-ae można zjeść na ciepło, jeśli uda się dobry synchron wszystkich czynności, ale doskonałe są także na zimno, więc nie ma potrzeby się spieszyć! Smacznego!
A to Tajemniczy Ogród, o którym pisałam w poprzednim odcinku! Tu kępa bodziszka żałobnego. Uważam, że tak piękna roślina zasługuje na ładniejszą nazwę. Podobno zawdzięcza ją bardzo ciemnemu kolorowi kwiatów!
Subskrybuj:
Posty (Atom)