czwartek, 6 grudnia 2018

Tagliatelle z karczochami


W Nowym Dworze Gdańskim w Lidlu rzucili karczochy. Nieokiełznane są meandry ludzkich myśli, bo wywołało to u mnie skojarzenie z Vincenzo Florio. Zobaczcie tylko jaką w tym wypadku robotę wykonały neuroprzekaźniki!

środa, 28 listopada 2018

Szalotki słodko-kwaśne


Mówi się, że spanie w zbyt ciepłych pomieszczeniach nie jest zdrowe. To akurat wspaniale się składa, bo w naszej sypialni jest 9 stopni Celsjusza. To tyle, ile mamy w lodówce. Trzymamy w niej jedzenie tylko z przyzwyczajenia. 130-letnia żuławska chałupa, niegdyś całoroczna, nie jest teraz dostosowana do czterech pór roku. Piecyk zwany kozą ogrzewa kuchnię oraz izbę zwaną salonem do całych 16 stopni, ale na sypialnię już nie wystarcza. Ten 25-metrowy pokój podgrzewamy z wieczora kaloryferkiem olejowym, żeby kołdra nie miała temperatury płyty nagrobnej, ale ogrzewanie non stop ucieszyłoby jedynie lokalnego dostawcę energii elektrycznej, bo przez stare nieszczelne okna sączy się nieprzerwanie lodowaty ziąb.

wtorek, 16 października 2018

Lewackie zielone curry


Zielone curry jest jednym z dań, które jadamy regularnie i ze smakiem, od czasu kiedy na kursie gotowania w Chiang Mai robiliśmy własnoręcznie pastę curry, motywowani głośnymi okrzykami tajskiej nauczycielki: szop, szop, szop, co oznaczało, po przetłumaczeniu na angielski chop, chop, chop. Na tym bowiem polega sekret curry – doprowadzenie składników za pomocą ostrego tasaka, a następnie moździerza, by stały się gładką pastą.

niedziela, 16 września 2018

czwartek, 30 sierpnia 2018

Pachnotka

To jest pachnotka! Trudno mi sobie doprawdy wyobrazić, że można nazywać się piękniej! Zwłaszcza w kraju, w którym rośliny nie mają szczęścia do nazw, żeby wspomnieć tylko koniopłocha, zroślichę, dziwidło, pęcherznicę czy – wybaczcie – podejźrzona!

czwartek, 9 sierpnia 2018

Kiszone pomidorki koktajlowe do szybkiego zjedzenia!




Zaczęło się! Mamy ogórkowy entliczek pentliczek. Ogórki surowe, ogórki w kilku stopniach małosolnego ukiszenia, a także ukiszone porządnie! Ogórki do każdego posiłku i między nimi. Czuję, że zaraz trysnę solami mineralnymi jak fontanna. Jak, nie przymierzając, Tryton z fontanny na Piazza Barberini w Rzymie. Innych wartości surowe ogórki w zasadzie nie mają, poza smakiem, który uwielbiam. Co innego kiszone! To zamiana na miarę tej, jakiej dokonywał ten czarodziej Jezus, zamieniając wodę w wino.

sobota, 2 czerwca 2018

Ocet truskawkowy z płatkami piwonii i róż.


Wiem, że moje pisanie o occie ma znamiona molestowania, ale co ja na to poradzę, że chciałabym wszystkich uszczęśliwić, nawet jeśli na siłę. Tytułowy ocet truskawkowy z płatkami piwonii i róż okazał się przebojem ubiegłego sezonu, choć malinowy, śliwkowy czy z owoców czarnego bzu, niewiele mu ustępowały. Zapach truskawek, piwonii i róż zniewalał zmysły, nic dziwnego więc, że ocet nie doczekał zimy, mało tego, nie było go już jesienią. Ostatnie krople wysączyliśmy jakoś na początku września. 

poniedziałek, 28 maja 2018

Rice people, nice people! Japonia część 2.


Pierwsza noc w nowym miejscu jest zawsze intrygująca. Nie inaczej było z tokijską. Nowe zapachy (restauracja na dole), dźwięki, światło ulicy sączące się przez drewniane żaluzje, wreszcie materac - w kraju samurajów był zgodnie z naszym oczekiwaniem i ku naszej radości - twardy. Ale to, czego oczekuje się od materaca, nie sprawdza się w przypadku poduszki. Z jakiegoś, nierozpoznanego przeze mnie względu, wszystkie poduszki, wszędzie na świecie są twarde i duże, Tokio nie było tu wyjątkiem. Wożę więc ze sobą małą poduszeczkę, która jest jednym z gwarantów zdrowego i relaksującego snu ;o)

poniedziałek, 14 maja 2018

Kwiaty głogu na sprawy sercowe! ;o)


W przerwach między pisaniem o Japonii, pozyskałam trochę surowca zielarskiego! Kwiaty głogu! Wystrzeliły wcześniej niż zazwyczaj, więc trzeba się spieszyć, żeby je upolować! Mądre źródła podają, że kwiaty głogu mają silniejsze działanie niż owoce! Są stosowane przede wszystkim w „sprawach sercowych” - zarówno w profilaktyce, jak i leczeniu. Regulują pracę serca i obniżają ciśnienie. Kwiaty zawierają fenolokwasy, aminy, fitosterole, garbniki, witaminę C i witaminy z grupy B, pektyny oraz sole mineralne. Jednak najcenniejsza jest duża ilość związków flawonoidowych. Działają ogólne wzmacniająco i przeciwnowotworowo!

niedziela, 13 maja 2018

Japonia welcome to! Część 1.

To parasolka o wyjątkowym znaczeniu...

Opowiastki o Japonii zacznę od historii, która wydarzyła się w miejscowości Mitsuishi, maleńkim miasteczku, o jakich zwykło się mówić, że psy tam, no cóż, nie szczekają paszczami. Jest tam jeden sklep spożywczy, jeden fryzjer i dentysta oraz stacja benzynowa. Jest też zakład utylizacji odpadów. Gdzieś być musi, a tu z dala od wszystkiego dyskretnie czyni swoją powinność. Mitsuishi leży 11 przystanków kolejowych od Okayamy, co oznacza 40 minut wśród złożonych jak origami japońskich „commutersów” pogrążonych we śnie. 

niedziela, 4 lutego 2018

Faworki czyli grzeszne przyjemności. Zima.


Nie jestem niewolnicą tradycji, ale do faworków mam słabość! Wybaczam im nawet to, że są smażone w głębokim tłuszczu, choć na co dzień unikam tej techniki jak ognia, bo są lepsze sposoby na skrócenie sobie życia. No ale raz w roku można!

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Łubin - wegański hit!


Jak wiadomo przypadki sprzyjają odkryciom, taki Krzysztof Kolumb podróżnik czy Alexander Fleming - odkrywca penicyliny albo Wilhelm Roentgen, ten od promieni. Mnie najbliżej do tego bandziora Kolumba, choć najchętniej zdystansowałabym się od niego, bo przecież nie tyle pragnął odkrywać nowe lądy, ile chciał się nachapać złota przed wszystkimi innymi. Inna sprawa, że ma swoje zasługi, bo jak już wymordował ze swoimi kompanami lokalną ludność, a pozostałych przy życiu pozarażali chorobami wenerycznymi, to w drogę powrotną do Europy zabrali ze sobą rozmaite warzywa, które teraz traktujemy jak swoje. To dynia, kukurydza, fasola, papryka czy pomidory. Dzięki Krzysztof!

sobota, 6 stycznia 2018

Fascynujący świat oliwy z oliwek!


Siadając do pisania tego tekstu uprzytomniłam sobie, że wspomnienia podróży są mocno związane ze smakami, których doświadczyłam. I tak pierwszy wyjazd do Grecji ma smak chałwy kupionej na targu w Salonikach. Była ona w olbrzymich blokach, a sprzedawca z miną transplantologa odkrawał cienkie kawałki nożem niewiele mniejszym od mieczy, które dostał Jagiełło od Krzyżaków. Kruchą chałwę nakładał do najcieńszego pergaminu, jaki widziałam w życiu. Jej smaku i kruchości nie miała żadna chałwa, którą jadłam. Ani wcześniej, ani później.