Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dominikana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dominikana. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 września 2016

Dominikana black & white

Stoję sobie przy kuchni, wzrokiem hipnotyzuję malinowy sos do buraków, żeby się ładnie zredukował, gdy z komputera słyszę dźwięk anonsujący nadejście poczty! Podchodzę i widzę nową wiadomość od CEL-SocialTeam i już chcę deletem wysłać wiadomość w kosmos, ale mój wzrok spływa na treść maila: 


To zdjęcie bierze udział w konkursie!


czwartek, 10 marca 2016

Dominikana. Żeby wam plusy nie przysłoniły minusów ;o)


Przed pójściem spać zamykamy w sypialni okno. W zasadzie byłoby przyjemnie spać przy otwartym, bo wieczorem temperatura spada do dwudziestu kilku stopni, ale nocami pali się tu śmiecie. Co popadnie - suche palmowe liście, plastikowe butelki, pojemniki po farbie, stare opony. Gryzący smród długo utrzymuje się w pomieszczeniu, jeśli już się go wpuści. Na szczęście budynek szeroki na osiem mieszkań i wysoki na 5 pięter stanowi dobrą zaporę i od frontu dym już nie wlatuje. 

sobota, 13 lutego 2016

Dominikana, ale NIE all inclusive! Plus fasolka duszona po dominikańsku!


Cristina nigdy nie przychodzi z pustymi rękami. Przynosi, a to pomarańcze z ogrodu kwaśne jak cytryny, a to banany, z tych malutkich, długości palca, jeszcze zielone, ścięte na dojrzewanie, a to bukiet kwiatów. Ostatnio wkroczyła z owocem guanábana (Annona muricata), a po polsku należałoby powiedzieć z flaszowcem miękkociernistym. 

poniedziałek, 1 lutego 2016

Ryba w mleczku kokosowym po dominikańsku. Muy bueno!



Co robią prawdziwi polscy patrioci na obczyźnie? Uczą tubylców kisić kapustę! Na tym nie koniec! Był też workshop z robienia twarogu. Zaczęło się niewinnie. Nasza Gospodyni, Cristina, przyniosła nam habichuelas guisadas, tutejsze flagshipowe danie, czyli duszoną fasolę z cebulą i papryką w gęstym ziołowym sosie, może o nie specjalnym wyglądzie, ale szczęśliwie dobrym smaku. 

Cristina jest Dominikanką,  ma męża Fransa - Holendra i są razem od 32 lat. Do nich należy niby-farma, na której mieszkamy. Oni w jednym domu, a my 20 kroków od nich w drugim. Codziennie pod naszymi oknami chadzają dwaj ogrodnicy: Junior (takie imię) i Jose oraz trzy psy - Puciuli - najmądrzejszy z całej wsi oraz dwa czarne o wyglądzie labradorów. Junior mówi po angielsku, więc ucinamy sobie z nim pogawędki o życiu. Z Jose rozmawiamy po hiszpańsku, więc siłą rzeczy nie są to długie konwersacje i sprowadzają się do wymiany cómo estás, muy bien czy mango bueno. 

piątek, 22 stycznia 2016

Dominikana - z czym to się je?


O 5 rano budzą nas koguty, niewiele później „niosą się” ich małżonki, co oznajmiają całemu światu głośnym gdakaniem. Krowy zaczynają muczeć niewiele przed 7, czyli tuż przed godziną dojenia. My próbujemy ze wszystkich sił spać! Idzie nam to coraz lepiej. Mieszkamy na farmie! Nie jest to gospodarstwo pełną gębą! Ani nawet półgębkiem! Krowy i kury należą do ogrodnika, który je tu wypasa, a 15 hektarów posiadłości porastają półdzikie palmy kokosowe, bananowce, kakaowce, mangowce i wszystkie inne rośliny określane na prasłowiańskich ziemiach mianem egzotycznych.