Wygląda na to, że zostaliśmy adoptowani przez wietnamską rodzinę! Spędziliśmy z nimi najważniejsze w tym kraju święto o nazwie Tet czyli inaugurację Księżycowego Nowego Roku, jeździmy na ich rowerach, a z seniorem rodu, i z jego inicjatywy piliśmy wódkę o mało wietnamskiej nazwie Putinka. Ciepłą. Wyższym stopniem zespolenia mogą być chyba tylko więzy krwi. Ale po kolei!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sajgon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sajgon. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 20 lutego 2017
wtorek, 24 stycznia 2017
Wietnam czyli Sajgon i wegańska zupa Pho.
Sajgon ma ponoć 12 mln mieszkańców i 7,4 mln motocykli. Dla porównania, w Rzymie, który dobiega 3 mln mieszkańców, jest ok. 400 tys. jednośladów. Poza nasyceniem, różnica jest jeszcze jedna, rzymskie motocykle czasami zatrzymują się, te tutejsze nigdy, no chyba że dojadą do celu! Przechodzenie przez jezdnię, nawet na pasach (!) i na zielonym (!) polega na tym, że trzeba wkroczyć między jadące gęstym strumieniem motocykle i iść z zawziętą konsekwencją, doprowadzając, do tego, że niektóre ominą cię z przodu, a inne z tyłu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)