wtorek, 27 stycznia 2015

Hawaje. Pocztówki z Kony!

Dziś wskoczyłam w swoje polskie havaianas, uzbroiłam się w szkło 24-70 mm, światło 2.8, zabezpieczyłam wodę na drogę i jako ten Koziołek Matołek wyruszyłam na poszukiwanie swojego hawajskiego Pacanowa. Towarzysz Podróży, który w minione dni przeholował na falach, postanowił zostać na tarasie i dochodzić do siebie w balsamicznym towarzystwie swoich maili. Poniżej plon meandrowania po okolicy w ciągu trzech godzin! Dziś żadnych przepisów, żadnego wymądrzania się! Same obrazki! No, niektóre z podpisami!

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Hawaje. Co się jada w Raju?


 

Jeśli Raj, to w naturalny sposób przychodzą do głowy jabłka! Nie, jabłek się tu nie jada, bo kosztują 4,5 dolara za 1.3 kg (ta, ni stąd ni z owąd waga, to wynik przeliczenia uncji na kg). Więcej o owocach będzie kiedy indziej, bo są na tutejszych stołach prawdziwe przeboje, które nie mogą czekać!

środa, 21 stycznia 2015

Hawaje! Smaczliwko pozwól żyć!



Nadal nie mogę w to uwierzyć! Jesteśmy na samym środku Pacyfiku! Do najbliższego stałego lądu, Kalifornii jest 4439 km, do Japonii - 7124 km, a na południe, do wysepki Tahiti w Polinezji Francuskiej - 5076 km. 135 kropek na wodzie tworzy archipelag hawajski. Jesteśmy na największej - Big Island, inaczej nazywanej Hawaii Island. Po polsku Duża Wyspa.

wtorek, 6 stycznia 2015

Powrót do korzeni!

Jak wiadomo święta, a zwłaszcza przygotowania do nich, są po to, żeby na haju (czytaj w sklepach, korkach i przy garach) przetrwać listopadowo-grudniowe depresyjne ciemności. Dzisiaj dzień jest dłuższy od najkrótszego aż o 14 minut i w zasadzie można by już zacząć myśleć o lecie ;o) a jeśli tak, to należy zwrócić się ku lekkostrawnym posiłkom nadającym ponownie naszym sylwetkom delikatność płatka róży!

piątek, 12 grudnia 2014

Karp z Misia!


Oto za chwilę Polska złoży hołd uświęconej tradycji. Skonsumuje karpia. Nie jest to jednak ani tradycja ziemiańska, ani mieszczańska, ani nawet sielska. Także względy religijne nie wiążą się z tą konkretną rybą. A więc co sprawia, że 17 milionów karpi trafia co roku do polskich domów i zostaje zjadanych z przyjemnością lub bez?

wtorek, 2 grudnia 2014

Wykiwajmy zimę, nim ona kiwnie nas!


O godzinie 18.00 za oknem było mroczno i zimno, a ja wodziłam palcem po grzbietach książek, w poszukiwaniu historii, z którą chciałam zanurzyć się w pachnącej pianie. W tle pogrywało jakieś radyjko i parzyła się herbata. Z błogiego zamyślenia wyrwało mnie wesołe w tonie pytanie Pana Domu:

sobota, 22 listopada 2014

Pistacje dla Miucci Prady!





Czy może być coś gorszego od szukania za granicą szpitalnej pomocy w weekend?! Tak, może! Szukanie jej w weekend pierwszego listopada! Katolickość Włochów jak wiadomo jest duża i rozpędza się z północy na południe, osiągając na Sycylii wigor Wielkiego Zderzacza Hadronów. Manifestacją tego są choćby krzyże. Wiszą wszędzie, czy to kancelaria adwokacka, warzywniak czy kawiarnia. Widziałam nawet w firmowym sklepie Max Mary.

poniedziałek, 17 listopada 2014

Sycylia odcinek drugi. Boski smak świeżo wytłoczonej oliwy z oliwek!

Głowę można stracić z przeróżnych powodów! Buty (co i rusz mi się to przytrafia), mężczyzna (nie tak często, jak buty na szczęście), mały kotek (każdy)… Jedna z moich koleżanek ostatnio straciła głowę dla nurkowania, a inna dla haftowania ubrań w kwiaty. A ja oszalałam na punkcie oliwy! Nie przecierajcie okularów! Dobrze widzicie. Mówię o ŚWIEŻO WYTŁOCZONEJ OLIWIE Z OLIWEK! Oto, jak do tego doszło!


wtorek, 4 listopada 2014

Hipsterska Gosposia na Sycylii!



 


Moja przyjaciółka Joanna Olech, znana i uwielbiana pisarka książek dla dzieci i młodzieży, zręczna stwórczyni metafor, oksymoronów, peryfraz i hiperbol, właścicielka drewnianej podłogi, którą ługuje padając na kolana dwa razy do roku, troskliwa matka typu „kwoka” i genderowa żona, niegotująca, ale umiejąca docenić smaczne jedzenie, a więc osoba ze wszech miar kompetentna, otóż ona nazwała mnie na jednym z portali społecznościowych - Hipsterską Gosposią.

piątek, 24 października 2014

Kto nie suszy śliwek, ten FAJA!


Jak zapowiadałam na tych łamach, tak uczyniłam! Po raz pierwszy w życiu ususzyłam śliwki! Z całym przekonaniem mogę stwierdzić, że dotychczas marnowałam życie! No, ale po kolei! 

wtorek, 21 października 2014

Dynia Hokkaido czyli zabawy z zupą!

Opowiadał mi znajomy, jak to w latach osiemdziesiątych leciał z Tbilisi do Moskwy. Też był październik. Obok niego usiadł Gruzin, którego bagaż podręczny stanowiły dwie siatki, a w nich dwie wielgachne dynie. Postawił dynie na podłodze, nie wypuszczając siatek z rąk, wyciągnął nogi, nasunął czapkę na oczy i nim jeszcze samolot wystartował, zasnął. Osobliwy bagaż tak zaintrygował znajomego, że jak już samolot doleciał do Moskwy, postanowił zapytać, po co facet targa dynie 1950 km. Na targ - brzmiała odpowiedź. Bez względu na to, ile jest prawdy w tej historyjce, można ją spointować jednym zdaniem! Dynia jest tego warta! 


środa, 15 października 2014

Taste of Britain. Ratuj się, kto może!

Kuchnia brytyjska zawsze dostarcza sporo uciechy, ale nie jest to raczej uciecha podniebienia! Wczoraj w dawnym hotelu Hyatt, a obecnym Regent odbyła się druga już konfrontacja brytyjskich produktów, uważanych za konsumpcyjne, z polskimi konsumentami. Pierwsze spotkanie o charakterze degustacji, które odbyło się na wiosnę, zgromadziło 22 firmy prezentujące ponad 100 produktów i okazało się sukcesem. Nie zostało jednak doprecyzowane, czym sukces ów się manifestował! Być może chodziło o brak ofiar śmiertelnych.


czwartek, 2 października 2014

Jeść albo nie jeść? Oto jest pytanie...

Chcę dziś na początek zaproponować zadanie interaktywne! Otwórzcie Drodzy Czytelnicy swoje lodówki i przeczytajcie etykiety produktów, które tam ukryliście. Skierujcie swój wzrok na miejsce, które zaczyna się od słowa kryjącego wiele znaczeń - SKŁAD. Nie zapomnijcie o ketchupie, majonezie, chrzanie, marynowanym imbirze, żółtym serze, jeśli paczkowany, dżemie, jogurcie, parówkach(!), szynce babuni czy gajowego (wszystko jedno) oraz soku! Ilu składników tych produktów nie znacie z widzenia?

poniedziałek, 22 września 2014

Zakopane - polskie St. Moritz!


Zakopane - polskie St. Moritz! Obie miejscowości, to górskie przedwojenne kurorty. Klientela z okładek kolorowych czasopism obecna cały rok, jak zarys gór na niebie. Eleganckie promenady - w przypadku St. Moritz - via Serlas, gdzie przycupnęły butiki Escady, Prady i Chanel, a w Zakopanem

wtorek, 9 września 2014

plum, plum, plum... czyli dlaczego jeść śliwki!

Miejmy z głowy pewne ryzykowne wyznanie! Nie cierpię powideł śliwkowych! Mają dla mnie urok palonych opon, albo pasty do butów! Wiem jak bardzo się narażam, bo powidła mają status obiektu kultu, są emanacją tradycyjnych polskich wartości! Aż dziwię się, że Joanna Olech, autorka książki „Kto ty jesteś?”, nie napisała: robię powidła - jestem patriotą! Zgłaszam niniejszym propozycję do drugiego tomu!

niedziela, 31 sierpnia 2014

Bornholm. 4 powody!



Dzisiaj miało być o śliwkach, ale zewsząd zaatakowały grzyby! Jestem typem zbieracza, do czego już się przyznawałam na tych łamach i zawsze czuję dreszcz rozkoszy na widok kapelusika przyczajonego w trawie. Ostatni raz, który dostarczył mi silnych emocji, miał miejsce na Bornholmie. A było to tak! 

sobota, 23 sierpnia 2014

Kuchnia Tajska w realu. ANEKS.

Dwa dni temu w tym miejscu zachwycałam się orzechem kokosowym i wspominałam, jak płyn z młodego orzecha nazywany wodą kokosową ratował nam w tajskie upały życie, a wieczorem

czwartek, 21 sierpnia 2014

Kuchnia tajska w realu. Część 2. ZACHWYTY!

Psioczyłam tu na tajską kuchnię dwa odcinki temu, ale moje dąsy dotyczyły głównie zbiorowego żywienia. Dziś z ulgą popłynę z głównym nurtem i rozpłynę się w kiczowatych zachwytach!

piątek, 8 sierpnia 2014

Eleganckie kobiety kiszą ogórki!

Kiedy ostatnio leżało u waszych stóp 30 kg ogórków!? U moich kilka dni temu! Nawet jak teraz o tym piszę ogarnia mnie panika! A jak do tego doszło?

piątek, 1 sierpnia 2014

Kuchnia tajska w realu! Część 1


W ten upalny dzień moje myśli, szybciej niż aeroplany linii Emirates, poszybowały do Tajlandii. Thai food! Każdy normalny człowiek zapytany, jaka jest najlepsza kuchnia na świecie, z dużą dawką prawdopodobieństwa odpowie, że tajska. No chyba, że jest Francuzem - oni potrafią być czasami naprawdę zabawni! 


czwartek, 17 lipca 2014

Chrzanu naszego powszedniego...






Kilka dni temu dotarliśmy wreszcie na żuławskie letnisko. Dzwoni Mama z otwarciowym, tym samym co zawsze, konkretnym pytaniem:


- Co robicie?


- Wojtek kosi łąkę, a ja myję chrzan, który właśnie wykopałam.


- Naprawdę nie wolelibyście pojechać nad morze, zamiast siedzieć koło domu.


- Wolelibyśmy, ale nie mamy czasu - odpowiadam zgodnie z prawdą.

środa, 9 lipca 2014

Dziś prawdziwych Anglików już nie ma! No chyba, że w książkach!


Do niedawnych odcinków kulinarno-podróżniczych czyli korespondencji z Mediolanu i Londynu planowałam dołączyć listę książek, które uważam za fajne i warte przeczytania, ale że mam skłonność do tekstów typu „rzeka”, wyhamowałam, żeby w bujnych falach własnej elokwencji nie potopić czytelników ;o) Za to teraz, nietypowy, bo bez kulinarnego tła, przegląd biblioteki! To mój subiektywny wybór i na pewno nie wymienię wszystkich fantastycznych pozycji. Dziś kierunek Wyspy Brytyjskie my way!

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Idziemy na wojnę z wolnymi rodnikami!





Oto nadchodzą najlepsze w roku dni, żeby wolnym rodnikom pogonić kota! Gonimy go z pomocą antyoksydantów. Wspomniałam już poprzednio o czereśniach, ale czereśnie to antyoksydantowe przedszkole! Prawdziwym orężem do walki są inne kulki, które właśnie pojawiły się na rynku! Ale po kolei.

Wolne rodniki. Co to jest?
 

poniedziałek, 23 czerwca 2014

British cuisine! And more...

Would you like some ketchup? The British solution to everything! - zapytał mnie przy stole Jim, zaprzyjaźniony Anglik, zawierając w tym zdaniu zarówno esencję autoironicznego angielskiego poczucia humoru, jak i wdzięk brytyjskiej kuchni. Kate Fox, zajmująca się antropologią w Social Issues Research Centre, jest dosadniejsza twierdząc, że Brytyjczycy i jedzenie to małżeństwo bez miłości. 

niedziela, 8 czerwca 2014

Quinoa (komosa ryżowa) - jesteś tego warta! Ty rodzaju męski też!

Na pierwszym planie ziarenka quinoi, a dla porównania kasza gryczana niepalona.

Chcielibyście, żeby pisali o was tak, jak piszą o komosie ryżowej! Niezwykła, wspaniała, wszechstronna, dobra, wreszcie bogata! To tylko część przymiotników określających tą pochodząca z Andów i uprawianą od 5 tysięcy lat w Boliwii, Chile, Peru i w Ekwadorze roślinę, nazywaną „złotym ziarnem Inków” czy „matką wszystkich ziaren”.

piątek, 30 maja 2014

Viva EATALIA!


Lista grzechów ciężkich, jakie może popełnić we Włoszech człowiek/kobieta, który się odchudza jest długa jak rzeka Pad! Jak każdy włoski region, także Lombardia ma typowe produkty i dania, z których słynie i które nie mają sobie równych! A przynajmniej tak uważają Lombardczycy. 

sobota, 24 maja 2014

Zielone nie tuczy!

Nasza osobista bociania rodzina, z co najmniej jednym dziecięciem. Na razie widać było jeden czarny dziób! (młode mają czarne dzioby i nogi)
Ostatnie cztery dni spędziliśmy na żuławskiej wsi. Dom dzielimy w systemie letnio - zimowym z myszami! My w lecie, one w zimie. Mimo tylu razem lat, nie chcą się nauczyć, że siku i kupa w łazience, a nie w kuchni czy sypialni! Otwieranie domu po zimie oznacza zawsze to samo - wymiatanie worków mysich balasków z najbardziej nieoczekiwanych miejsc. Co jeszcze potrafi mysz, która robi kupę na krawędzi deski do krojenia wiszącej na ścianie, metr nad kuchennym blatem? Ciekawa jestem też, co czuje w żołądku to zwierzę po zjedzeniu świecy i korka do zlewu! Jedno jest pewne - na pewno się nie odchudza! W tym roku dodatkowa niespodzianka! Kolorowe balaski: czerwone, zielone, niebieskie, fioletowe!  Przyczyna? Zostawiłam na wierzchu kredki, które zostały skonsumowane do połowy razem z wkładami! 

sobota, 17 maja 2014

Przyspieszamy materię czyli akceleratory z supermarketu!




Przyspieszajmy, przyspieszajmy...

Żeby to i owo przyspieszyć wcale nie trzeba jechać do CERN pod Genewą! Nawiasem mówiąc, czy Państwo wiedzą, że Przewodniczącą Rady CERN jest nasza polska pani profesor Agnieszka Zalewska, na dodatek to pierwsza kobieta ever na tym niezwykle prestiżowym stanowisku!

poniedziałek, 12 maja 2014

Krzepa cieszy czyli pożytki z ruchu na przykładach!




Każdy lubi poględzić o tym, jak to dobrze i zdrowo się ruszać. I koniec na tym! Ale nadchodzi taki dzień, że człowiek postanawia coś ze sobą zrobić! Po raz pierwszy, taki moment nadszedł w moim życiu jakieś 15 lat temu. Byłam tak skotłowana pracą, że odczułam potrzebę fizycznego wyrzucenia z siebie tego, z czym codziennie wracałam do domu. Leżenie na kanapie tylko dodatkowo mnie przygnębiało.

środa, 7 maja 2014

Lentinula edodes pod strzechy! Witamy grzyby shiitake!


Grzyby shiitake rosną na drzewach (w hodowlach także na innych podłożach). Stąd nazwa - grzyby Ta-ke, które rosną na drzewach Shii.

Grzyby są w Polsce tematem sezonowym ściśle zsynchronizowanym z intensyfikacją objawów nerwicowych u transplantologów przeszczepiających wątroby. Grzybiarz polski ryje rosochatym kosturem ściółkę w poszukiwaniu materiału na marynowane grzybki do wódki i suszone do bigosu. Towarzyszy temu nacjonalistyczne przekonane, że polskie grzyby są najlepsze na świecie. Wiadomo - dobre, bo Polskie!



Nie atakuję tu grzybów, ani ich zbierania! Jestem typem zbieracza wielofunkcyjnego. Na widok kapelusza w trawie drżą mi ręce i zalewa mnie fala endorfin. Ale nie mogę zrozumieć dlaczego Polacy doznają euforycznych uniesień na myśl o maślaku, a nie potrafią docenić grzybów, które wprawdzie wyrosły nie w prapolskich kniejach, ale swoimi właściwościami kładą polskie grzyby na łopatki. Myślę o grzybie, który nazywa się Lentinula edodes czyli Shiitake, a po polsku Twardnik japoński.

Rozmawiałam z producentem tych grzybów w Polsce. Zaczął 20 lat temu z poczuciem misji, ale i chęcią zarobienia na dobrym towarze. Dwoił się i troił, żeby rozpropagować shiitake w Polsce. Miał atuty, bo żaden inny grzyb nie ma tylu udokumentowanych dobroczynnych właściwości! Na krawędzi bankructwa spróbował sprzedawać je do Skandynawii. I bingo! Olał więc polski rynek, bo co miał zrobić!

Inna historia sprzed roku. Koleżanka, która rozkręcała knajpkę z dobrym jedzeniem (bez glutaminianu sodu, kwasku cytrynowego, sody do pieczenia itd) spróbowała wprowadzić do menu shiitake. Zrobiła ulotkę dedykowaną grzybom i zachęcała do darmowego próbowania. Cena nie odbiegała od innych dań. Nie dość, że nikt nie kupował, to nikt nie chciał nawet spróbować! Akcja rozgrywała się w Warszawie, a nie w prowincjonalnym miasteczku! Aż dziw bierze, że Polacy, w swym konserwatyzmie, nadal nie rozniecają ognia chubkami!

W Japonii shiitake to najpopularniejszy grzyb. Hodowany w wielu Azjatyckich krajach - Chinach, Korei Południowej i na Tajwanie. Jeszcze do końca lat dziewięćdziesiątych liderem w produkcji była Japonia, ale prześcignęły ją Chiny. W tej chwili roczna produkcja w tej części świata to miliony ton! Shiitake hodowane są także w Australii, USA i w wielu krajach europejskich.
 

Tak wygląda hodowla na pniach. Początek cyklu.

 Za co kochamy shiitake?

 W tradycyjnej medycynie Dalekiego Wschodu grzyb shiitake znany jest jako "eliksir życia". Jego unikatowe właściwości powodują odzyskanie witalności, wzmacniają system odpornościowy oraz pomagają w zwalczaniu stresu. Ma silne działanie przeciwnowotworowe, przeciwwirusowe i antybakteryjne. Według najnowszych badań laboratoryjnych Shiitake zapobiega rozmnażaniu się w tkankach wirusa HIV.

Grzyb ten stał się sensacją gdy dokonano dwóch odkryć jednocześnie - wyodrębniono po raz pierwszy glukozyd Lentinian (Lentinula edodes - łac.) o unikalnych właściwościach przeciwnowotworowych oraz nieposiadające odpowiednika w świecie roślinnym związki lotne nazwane "fitocydami grzybowymi", zdolne do walki z wirusami, od najmniej szkodliwych adenonowirusów (powodujących katar) do wirusa HIV.

Oprócz tego Shiitake posiada unikalną właściwość obniżania poziomu cholesterolu, sprzyja normalizacji ciśnienia tętniczego, tłumi patogenną florę w organizmie. Shiitake to wspaniały immunoregulator i może być stosowany jako środek zapobiegawczy w profilaktyce chorób wirusowych i przeziębień. W cukrzycy grzyb ten stosowany jest w charakterze środka obniżającego poziom cukru.

W grzybach shiitake występują duże ilości witamin z grupy B, witaminy D, A, C, E, H, K i PP oraz kwas pantotenowy. Stwierdzono na przykład, że 100 g świeżych grzybów zaspokaja około 25% dziennego zapotrzebowania na niacynę (PP) i w około 20% na witaminę B2. Zawartość witamin w grzybach jest też często o wiele wyższa niż w większości warzyw.

Wbrew utartym przekonaniom, grzyby zawierają również sporo łatwo przyswajalnego białka. Nasz organizm nie trawi natomiast celulozy i chityny, budującej ściany komórek grzybni. Związki te pełnią rolę substancji balastowych, pobudzających procesy trawienne.

Jak wspomniałam kilka dni temu, używam suszonych grzybów shiitake, których zapas przywieźliśmy w tym roku z Tajlandii. Ale kupowałam też sklepach internetowych. Czasami, jak trafiam w hipermarkecie, kupuję świeże, ale nie są tak cudownie jędrne, jak te świeże kupowane w Tajlandii. Poza tym, nigdy nie wiadomo kiedy akurat będą.

Suszony grzyby należy namoczyć przez kilka godzin, śmiało można zalać je wodą rano, żeby nadawały się do obróbki po powrocie z pracy. Nóżki raczej nie nadają się do jedzenia, bo są nawet po tylu godzinach w wodzie zadziwiająco twarde, a kapelusze pokrojone w paseczki duszą się ok. 10 - 15 minut.





Poniżej świeże shiitake, obok grzybów enokitake (białe), shimeji i świeżych grzybów mun.



Shiitake można dodawać w zasadzie do wszystkiego. Robiłam je z warzywami i orzechami, a w poprzednim odcinku były z kaszą.
 

Poniżej danie ugotowane przez nas w Tajlandii, a więc ze świeżych grzybów i warzyw.