niedziela, 11 czerwca 2017

Sztuka fermentacji! Kiszone cytryny rządzą!




Zapach gnojówki z pokrzyw to niezawodny znak, że wiosna osiągnęła już swoją pełnię i niepostrzeżenie stanie się upragnionym latem. Porą roku, którą wypełnia oglądanie się oraz nawzajem w poszukiwaniu kleszczy, a także zbieraniu ślimaków i wynoszenie ich kilogramami za betonową drogę, w nadziei, że zajmą się rzepakiem sąsiada.

wtorek, 9 maja 2017

Jarmuż z grzybami shiitake z sosem sezamowym czyli wszyscy będziemy weganami!


Przez tydzień byłam weganką! Była to moja odpowiedź na akcję zorganizowaną przez Stowarzyszenie Empatia, które walczy z niehumanitarnym traktowaniem zwierząt. Jak z pewnością wiecie, wystartowałam z pozycji wegetariańskiej, więc nie musiałam dusić apetytu na mięsa, ale i tak dieta okazała się wyzwaniem, nie jakimś znowu wielkim, ale musiałam zachowywać czujność. Mimo tego zamówiłam w Nero z rozpędu Espresso Macchiato, a innym razem zjadłam ciastko, w którym było mleko w proszku, co przeczytałam po fakcie. Powiecie wielkie rzeczy - parę kropli mleka. No cóż, tu chodzi o zasady, a nie o ilości!

sobota, 8 kwietnia 2017

Czosnek niedźwiedzi z fasolą! Ach, co to był za ślub! ;o)


Jak to na przednówku - zapasy w spiżarniach powoli się kończą, a nowości dopiero zaczynają nieśmiało wyłazić z ziemi! Nie bez powodu wymyślono post! Nadano w ten sposób prymitywnemu niedojadaniu duchowy sens, co służyło też kontrolowaniu paroksyzmów niezadowolenia, bo jak wiadomo człowiek, a zwłaszcza Polak, jak głodny, to zły! To było kiedyś!

czwartek, 16 marca 2017

Moje serce zostało w Hoi An z sałatką z zielonego mango!



Cam Chau to dzielnica Hoi An. Stąd nad morze jest jakieś 20 minut rowerem. Połowę tej drogi jedzie się groblą pośród pól ryżowych. Czasami jest mijanka z motocyklem, a czasami trzeba ominąć bawoła wodnego. Bawoły są nadal używane do uprawy ryżu. Pękate, stalowo-szare z wielkimi rogami! Mimo rogów i olbrzymiej masy wyglądają dobrotliwie i łagodnie. Po obu stronach grobli pracują na polach ludzie. Stoją godzinami zgięci w pół, po kolana w wodzie. Głównie kobiety. W lutym ryż jest na półmetku z trzymiesięcznego okresu wegetacji, więc wygląda jak podrośnięta trawa. Z grobli skręca się na asfaltową drogę, jedną z wylotówek z miasta, co oznacza, że wjeżdża się między samochody, autobusy i motocykle. Na szczęście jest też dużo rowerów - w kupie raźniej! ;o) Prawie każdy hotel oferuje je gościom za darmo. Inaczej trudno byłoby się po Hoi An poruszać. Miasto liczy 120 000 mieszkańców i jest dość rozległe. Malowniczo położone nad rzeką Bon, która wariuje na finale swojej drogi do morza. Tworzy wysepki, zakola, odnóżki. Wygląda na mapie jak poszarpana przez kota koronka.

poniedziałek, 20 lutego 2017

Interaktywne przyjęcie w wietnamskim stylu czyli sajgonki „zrób to sam”!

Wygląda na to, że zostaliśmy adoptowani przez wietnamską rodzinę! Spędziliśmy z nimi najważniejsze w tym kraju święto o nazwie Tet czyli inaugurację Księżycowego Nowego Roku, jeździmy na ich rowerach, a z seniorem rodu, i z jego inicjatywy piliśmy wódkę o mało wietnamskiej nazwie Putinka. Ciepłą. Wyższym stopniem zespolenia mogą być chyba tylko więzy krwi. Ale po kolei!

wtorek, 24 stycznia 2017

Wietnam czyli Sajgon i wegańska zupa Pho.


Sajgon ma ponoć 12 mln mieszkańców i 7,4 mln motocykli. Dla porównania, w Rzymie, który dobiega 3 mln mieszkańców, jest ok. 400 tys. jednośladów. Poza nasyceniem, różnica jest jeszcze jedna, rzymskie motocykle czasami zatrzymują się, te tutejsze nigdy, no chyba że dojadą do celu! Przechodzenie przez jezdnię, nawet na pasach (!) i na zielonym (!) polega na tym, że trzeba wkroczyć między jadące gęstym strumieniem motocykle i iść z zawziętą konsekwencją, doprowadzając, do tego, że niektóre ominą cię z przodu, a inne z tyłu.

sobota, 31 grudnia 2016

Szczęśliwego Nowego Roku!

Przejrzałam sobie mijający właśnie rok! Nie ma w nim szminek od Diora, ani ciuszków pret-a-porter, ale są ogórki kiszone, maliny zrywane prosto z krzaka, bukiety polnych kwiatów, kawka wypijana latem na tarasie, chleb z chrupiącą skórką i kot Ryjek zawsze pod ręką…💜

piątek, 16 grudnia 2016

Polish hummus czyli hipsterska kapusta z grochem.


Trudno wyobrazić sobie bardziej polskie danie od kapusty z grochem! Znane było już w czasach, gdy Puszcza Białowieska była młodnikiem. Kapuściane głowy pyszniły się na słowiańskich zagonach, groch wspinał się po prapolskich tyczkach i oba warzywa względnie łatwo wytrzymywały do przednówka pozwalając przeżyć Mściwojom, Gniewomirom i Rzepichom zimę, o jakiej teraz nie mamy bladego pojęcia. Ma zatem kapusta z grochem piękny rodowód! Jest zdrowa, tania i łatwa do zrobienia! Musi się jeszcze stać modna! Ja dzisiaj właśnie w tej sprawie!

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Dlaczego lepiej zrobić masło orzechowe w domu?




Dzisiaj propozycja, która może wydać się mało porywająca, ale nie przesądzajmy rozwoju wypadków! Domowe masło z orzechów ziemnych! Wbrew potocznej nazwie, orzechy ziemne wcale orzechami nie są, tylko roślinami strączkowymi, podobnie jak soja, groszek, bób czy fasole. Tak samo jak wymienieni członkowie rodziny, orzechy ziemne są niezwykle bogate w białko, a więc są wartościowe jako pożywienie dla człowieka. Że nie wspomnę o tym, że są smaczne! 

sobota, 26 listopada 2016

Brukselka kapustka niewielka!


Zanim dojdę do brukselki, chciałabym nawiązać do finału tegorocznego letniska, które niespodziewanie zamieniło się w jesieniowisko, ocierając się także niekiedy o zimowisko, gdy szron pokrywał pola, a temperatura nocą spadała do minus 3 stopni. Na zewnątrz, rzecz jasna! Mocnym akcentem każdego sezonu jest pakowanie. Dobytek wywozimy z dwóch powodów - myszy i złodziei.

niedziela, 6 listopada 2016

Suszone owoce! Jesienny SUPERFOOD!


Przywiozłam dzisiaj z miasta dwa kolejne pudła po bananach. Na mienie przesiedleńcze! Pomysł podpatrzony na pruszczańskiej giełdzie rupieci! Handlarze przywożą wszystko w tych bananowych pudłach, które mają tę przewagę nad innymi kartonami, że mają pokrywę (nie trzeba zaklejać pudła) i po bokach dziury na ręce! Wprawdzie mają też dziurę w dnie, ale mają też papierową wyściółkę, która zabezpiecza przed efektem durszlaka! Tak więc w razie przeprowadzki pamiętajcie o tych pudłach! Te nasze, już prawie spakowane! W sumie od dobrego tygodnia, ale ciągle nie możemy wyjechać!

poniedziałek, 31 października 2016

Jedna dynia, dania dwa!


No to mamy Halloween! Piszę to przebrana za wiedźmę! Żartuję oczywiście! Nie potrzebuję się przebierać, żeby wyglądem robić wrażenie! Kiedyś zapytałam prowokacyjnie Pana Domu, pokazując mu zdjęcie Iris Apfel, czy nie uważa, że powinnam malować sobie usta na czerwono. - Ty się lepiej uczesz! - odpowiedział Ukochany, wdzięcznie nawiązując do fryzury, jaką podarowała mi natura, i z którą przestałam intensywnie walczyć za pomocą przyrządów fryzjerskich w późnych latach dziewięćdziesiątych!

środa, 19 października 2016

Fasola Scarlet czyli jak nie przeminąć z wiatrem! (recipe in English)


Kazik jest niezwykły! To ten Czarodziej, u którego zaopatrujemy się w warzywa. Wśród żuławskich pól obsianych rzepakiem, pszenicą, burakami cukrowymi i kukurydzą, przycupnął Kazik ze swoim poletkiem, na którym uprawia takie niezrozumiałe dla wiejskiej publiczności wynalazki jak: brukiew, melony, brukselkę, pasternak, tykwy czy dynie ozdobne, które wspinają się po akacji do wysokości drugiego piętra i zostają tam na zawsze, bo Kazikowi nie chce się po nie wspinać! 

poniedziałek, 3 października 2016

Sernik jesienny na dwa świerszcze!

Jesień bezceremonialnie umacnia się na swoich pozycjach. Wprawdzie dopiero co mignęły mi w Gdańsku jakieś włochate męskie nogi w bermudach, ale to skutek bałamutnego wpływu morza i nie można w tym akcie desperacji upatrywać nadziei na odwrócenie kierunku zmian. Za dwa miesiące nie będziemy raczej chłodzić się sorbetami, tylko zwalać winę na temperaturę za centylion kalorii wprowadzanych do organizmu pod postacią tzw. comfort food.

czwartek, 22 września 2016

Buraki & Company w sosie malinowym


Straszenie jesienią zaczęło się już jakieś dwa tygodnie temu! Koleżanka z Kanady przysłała zdjęcie czerwonego drzewa, klonu rzecz jasna, z pytaniem czy to już. Już? W tym roku paliliśmy w kominku w lipcu, który nie bez powodu nazwany został lipcopadem. Wrzesień stara się jak może, żeby zatrzeć to fatalne wspomnienie pełni lata. Jest rozkosznie ciepło i słonecznie. Wyjechał wczasujący, dumny, polski naród i nikt pod osłoną nocy nie wrzuca nam już worków ze śmieciami na posesję! Mierzeja przyjemnie opustoszała. Ale nie ma to tamto, zaczyna się jesień. Kalendarz jest nieubłagany i już za kilka tygodni trzeba będzie na Allegro zamawiać noktowizory. Wczoraj w ramach przygotowań do chłodów kupiłam sobie w lokalnym szmateksie polarowe porcięta i już wkrótce będę ociekała sexappeal'em jak ludzik Michelin.

wtorek, 20 września 2016

Dominikana black & white

Stoję sobie przy kuchni, wzrokiem hipnotyzuję malinowy sos do buraków, żeby się ładnie zredukował, gdy z komputera słyszę dźwięk anonsujący nadejście poczty! Podchodzę i widzę nową wiadomość od CEL-SocialTeam i już chcę deletem wysłać wiadomość w kosmos, ale mój wzrok spływa na treść maila: 


To zdjęcie bierze udział w konkursie!


niedziela, 4 września 2016

Kluseczki dyniowe i basta!


Siedzę sobie w ten ciepły, słoneczny dzień na tarasie wiejskiego domu! Umościłam się na fotelu z komputerem oraz zaparzoną chwilę wcześniej herbatą, z leżącym na talerzu malutkim shortbreadem, śpiącym na fotelu obok kotem i realizując koncepcję slow life, próbuję pisać. Pan Domu przeleciał się właśnie po ogrodzie z wiaderkiem gnojówki z pokrzyw, która podobno jest dla roślin tym, co dla ludzi tygodniowy pobyt w Spa dr Ireny Eris. No więc usiłuję uprząść myśli w tekst na temat dyni, ale do głowy przychodzą mi jedynie synonimy słowa smród, który zawisł nad ogrodem i tarasem, na którym siedzę, otulając moje zmysły zapachem, jaki zwykle pozostawia po sobie szambiarka!

niedziela, 7 sierpnia 2016

Wstążki warzywne w kremowym sosie o kaffirowej nucie!

Jeśli ktoś tak jak ja, ma cukinię w ogrodzie, szuka tysiąc pierwszego sposobu na jej przygotowanie! W szczytowym okresie owocowania cukinia jest bezlitosna. Karmimy połowę wsi, zrywamy z krzaków te naprawdę małe okazy, a i tak przez noc krzak potrafi wyprodukować sztukę wielkości maczugi!

sobota, 6 sierpnia 2016

Letnie zieleniny z fasolą, groszkiem, awokado i serem feta.


To jest sałata przetestowana na gościach żuławskiego letniska. Jest esencją lata, bo zielone składniki zbieram na warzywniku koło domu! Syci na długo, ale nie tuczy i dostarcza mnóstwa wartościowych składników odżywczych! Spełnia funkcję integracyjną, bo może ją przygotowywać kilka osób, wystarczy tylko rozdać deski do krojenia i noże. No i wspomnienie takiego wspólnego gotowania przy ogrodowym stole pod modrzewiem ogrzeje każde serce w listopadzie czy grudniu. Czy już mówiłam, że jest pyszna? Otóż jest! Bardzo!

Słońce w kiszkach czyli kisimy ogórki!

No więc stało się! Ogórki, które sialiśmy do doniczek w kwietniu w Warszawie, a następnie przewoziliśmy je, niczym narządy do transplantacji, na żuławski warzywnik, zaczęły wydawać plony na tyle duże, że zaczęłam ogóreczki zamykać do słoików! Kiszone. Na zimę!

środa, 20 lipca 2016

Odchudzająco-oczyszczająca sałata z pomidorów i awokado.


Perspektywa zrzucenia kilku kilogramów jest nęcąca przez cały rok, ale w miesiącach letnich, gdy realna jest groźba, że w kostiumie kąpielowym będziemy wyglądać jak Sacha Baron Coen w filmie Bruno, czyli dracznie, problem staje się palący. Wprawdzie lipiec przekroczył już półmetek, ale przecież w czasach tanich linii lotniczych lato nie kończy się wraz z końcem sierpnia. Tak czy owak, o korzyściach bycia o rozmiar mniejszym nie trzeba nikogo przekonywać. Na dodatek, sałata, do której zrobienia chciałabym namówić osoby w każdym rozmiarze jest wyjątkowo pyszna, zdrowa i bardzo łatwa do zrobienia.

sobota, 2 lipca 2016

Chłodnik migdałowo-gruszkowy


Gdy temperatura w cieniu przekracza 30 stopni, do akcji wkracza chłodnik czyli zimna zupa. Nie jest to najskuteczniejszy sposób na ochłodę, ale przynajmniej nie trzeba rozpalać pod fajerką, żeby coś zjeść. Zimna żywność i napoje przynoszą ulgę tylko na chwilę, natomiast długotrwały skutek osiąga się wypijając gorące napoje, na przykład herbatę, jak to się robi się w krajach arabskich. Pijąc gorącą herbatę, człowiek ochoczo się poci, a pot parując z powierzchni ciała odbiera skórze ciepło, przynosząc ulgę. Dlatego też nie należy go ścierać. Recepta wydaje się prosta, choć w pewnych okolicznościach niemożliwa do zrealizowania ze względów estetycznych. Działanie podobne do gorącej herbaty ma chilli, za sprawą kapsaicyny w niej zawartej. Ten chłodzący sposób stosują Azjaci. Porządne tajskie zielone curry potrafi spocić człowieka skuteczniej niż polskie bańki pod kołdrą, choć cel w tych obu przypadkach jest różny.

czwartek, 23 czerwca 2016

Zioła i kwiaty jadalne na letnim stole!


23 czerwca to Noc Kupały, przerobiona przez Chrześcijaństwo na Noc Świętojańską, a w krajach anglosaskich celebrowana jako Midsummer. To właśnie dzisiaj wyruszamy na poszukiwanie kwiatu paproci, który ma moc obdarzania bogactwem, siłą i mądrością! Za oknem roznosi się piękny zapach, jakby ktoś rozpylił Brise, a może to właśnie wabi ten owiany tajemnicą kwiat. To podobno noc seksu i płodności, więc uważajcie na siebie, jeśli nie chcecie dostawać 500+.

środa, 4 maja 2016

Fruit crumble - brytyjski wkład w światową gastronomię! Wersja z rabarbarem!



Crumble to nic innego, jak kruszonka. Znamy z rozmaitych ciast, często drożdżowych. Ile to domowych awantur odbyło się o wyjedzoną z wierzchu kruszonkę! Kto nie wyjadał, niech się zgłosi! Ale kruszonka na drożdżowym, to jedno, a owocowe crumble, to zupełnie inna sprawa! To brytyjski wynalazek. Deser, który obok trifle, Eton mess, banoffee pie, chelsea buns czy spotted dick’a reprezentuje Anglię na arenie miedzynarodowej.

czwartek, 28 kwietnia 2016

Paryż. Od pchlego targu do Musée d'Orsay!



Kuchenny fartuch, gdyby ktoś miał wątpliwości.

W Paryżu chodzi się po ulicach z bagietkami, tak jak gdzie indziej z psami. Bulangeries czyli po naszemu piekarnie, nierzadko pełniące także funkcje pâtisserie czyli cukierni są na każdym kroku. Francuzi nie boją się glutenu z pszenicy, nie lękają się pustych węglowodanów (bagietkowych ;o), na dodatek bagietki pożerają z serami, zadając kłam teoriom o szkodliwości laktozy! 

środa, 6 kwietnia 2016

Między ananasem, a tamaryndowcem czyli na egzotyczną słodko - kwaśną nutę!

Tamaryndowiec. Złapany na gorącym uczynku w Dominikanie.

Jeśli chcesz zabłysnąć w kuchni i się nie narobić, to jest to danie właśnie dla Ciebie! Ale zanim dojdziemy do przepisu, raport o nadejściu wiosny!

Uwaga SUPERFOOD!

Użytkownicy Facebooka lubiący tamtejszą stronę Silkdressdiet wiedzą, że od pierwszych dni wiosny żyję czosnkiem niedźwiedzim! Te śliczne i zdrowe liście stały się moją miłością kilka lat temu, gdy znalazłam je przypadkiem na zaprzyjaźnionej działce. Moim marzeniem jest, żeby przekonać do nich ponad podziałami wszystkich Polaków! ;o) 


czwartek, 10 marca 2016

Dominikana. Żeby wam plusy nie przysłoniły minusów ;o)


Przed pójściem spać zamykamy w sypialni okno. W zasadzie byłoby przyjemnie spać przy otwartym, bo wieczorem temperatura spada do dwudziestu kilku stopni, ale nocami pali się tu śmiecie. Co popadnie - suche palmowe liście, plastikowe butelki, pojemniki po farbie, stare opony. Gryzący smród długo utrzymuje się w pomieszczeniu, jeśli już się go wpuści. Na szczęście budynek szeroki na osiem mieszkań i wysoki na 5 pięter stanowi dobrą zaporę i od frontu dym już nie wlatuje. 

sobota, 13 lutego 2016

Dominikana, ale NIE all inclusive! Plus fasolka duszona po dominikańsku!


Cristina nigdy nie przychodzi z pustymi rękami. Przynosi, a to pomarańcze z ogrodu kwaśne jak cytryny, a to banany, z tych malutkich, długości palca, jeszcze zielone, ścięte na dojrzewanie, a to bukiet kwiatów. Ostatnio wkroczyła z owocem guanábana (Annona muricata), a po polsku należałoby powiedzieć z flaszowcem miękkociernistym. 

poniedziałek, 1 lutego 2016

Ryba w mleczku kokosowym po dominikańsku. Muy bueno!



Co robią prawdziwi polscy patrioci na obczyźnie? Uczą tubylców kisić kapustę! Na tym nie koniec! Był też workshop z robienia twarogu. Zaczęło się niewinnie. Nasza Gospodyni, Cristina, przyniosła nam habichuelas guisadas, tutejsze flagshipowe danie, czyli duszoną fasolę z cebulą i papryką w gęstym ziołowym sosie, może o nie specjalnym wyglądzie, ale szczęśliwie dobrym smaku. 

Cristina jest Dominikanką,  ma męża Fransa - Holendra i są razem od 32 lat. Do nich należy niby-farma, na której mieszkamy. Oni w jednym domu, a my 20 kroków od nich w drugim. Codziennie pod naszymi oknami chadzają dwaj ogrodnicy: Junior (takie imię) i Jose oraz trzy psy - Puciuli - najmądrzejszy z całej wsi oraz dwa czarne o wyglądzie labradorów. Junior mówi po angielsku, więc ucinamy sobie z nim pogawędki o życiu. Z Jose rozmawiamy po hiszpańsku, więc siłą rzeczy nie są to długie konwersacje i sprowadzają się do wymiany cómo estás, muy bien czy mango bueno.