piątek, 30 maja 2014

Viva EATALIA!


Lista grzechów ciężkich, jakie może popełnić we Włoszech człowiek/kobieta, który się odchudza jest długa jak rzeka Pad! Jak każdy włoski region, także Lombardia ma typowe produkty i dania, z których słynie i które nie mają sobie równych! A przynajmniej tak uważają Lombardczycy. 

sobota, 24 maja 2014

Zielone nie tuczy!

Nasza osobista bociania rodzina, z co najmniej jednym dziecięciem. Na razie widać było jeden czarny dziób! (młode mają czarne dzioby i nogi)
Ostatnie cztery dni spędziliśmy na żuławskiej wsi. Dom dzielimy w systemie letnio - zimowym z myszami! My w lecie, one w zimie. Mimo tylu razem lat, nie chcą się nauczyć, że siku i kupa w łazience, a nie w kuchni czy sypialni! Otwieranie domu po zimie oznacza zawsze to samo - wymiatanie worków mysich balasków z najbardziej nieoczekiwanych miejsc. Co jeszcze potrafi mysz, która robi kupę na krawędzi deski do krojenia wiszącej na ścianie, metr nad kuchennym blatem? Ciekawa jestem też, co czuje w żołądku to zwierzę po zjedzeniu świecy i korka do zlewu! Jedno jest pewne - na pewno się nie odchudza! W tym roku dodatkowa niespodzianka! Kolorowe balaski: czerwone, zielone, niebieskie, fioletowe!  Przyczyna? Zostawiłam na wierzchu kredki, które zostały skonsumowane do połowy razem z wkładami! 

sobota, 17 maja 2014

Przyspieszamy materię czyli akceleratory z supermarketu!




Przyspieszajmy, przyspieszajmy...

Żeby to i owo przyspieszyć wcale nie trzeba jechać do CERN pod Genewą! Nawiasem mówiąc, czy Państwo wiedzą, że Przewodniczącą Rady CERN jest nasza polska pani profesor Agnieszka Zalewska, na dodatek to pierwsza kobieta ever na tym niezwykle prestiżowym stanowisku!

poniedziałek, 12 maja 2014

Krzepa cieszy czyli pożytki z ruchu na przykładach!




Każdy lubi poględzić o tym, jak to dobrze i zdrowo się ruszać. I koniec na tym! Ale nadchodzi taki dzień, że człowiek postanawia coś ze sobą zrobić! Po raz pierwszy, taki moment nadszedł w moim życiu jakieś 15 lat temu. Byłam tak skotłowana pracą, że odczułam potrzebę fizycznego wyrzucenia z siebie tego, z czym codziennie wracałam do domu. Leżenie na kanapie tylko dodatkowo mnie przygnębiało.

środa, 7 maja 2014

Lentinula edodes pod strzechy! Witamy grzyby shiitake!


Grzyby shiitake rosną na drzewach (w hodowlach także na innych podłożach). Stąd nazwa - grzyby Ta-ke, które rosną na drzewach Shii.

Grzyby są w Polsce tematem sezonowym ściśle zsynchronizowanym z intensyfikacją objawów nerwicowych u transplantologów. Grzybiarz polski ryje rosochatym kosturem ściółkę w poszukiwaniu materiału na marynowane grzybki do wódki i suszone do bigosu. Towarzyszy temu nacjonalistyczne przekonane, że polskie grzyby są najlepsze na świecie. Wiadomo - dobre, bo Polskie!



Nie atakuję tu grzybów, ani ich zbierania! Jestem typem zbieracza wielofunkcyjnego. Na widok kapelusza w trawie drżą mi ręce i zalewa mnie fala endorfin. Ale nie mogę zrozumieć dlaczego Polacy doznają euforycznych uniesien na myśl o maślaku, a nie potrafią docenić grzybów, które wprawdzie wyrosły nie w prapolskich kniejach, ale swoimi właściwościami kładą polskie grzyby na łopatki. Myślę o grzybie, który nazywa się Lentinula edodes czyli Shiitake, a po polsku Twardnik japoński.

Rozmawiałam z producentem tych grzybów w Polsce. Zaczął 20 lat temu z poczuciem misji, ale i chęcią zarobienia na dobrym towarze. Dwoił się i troił, żeby rozpropagować shiitake w Polsce. Miał atuty, bo żaden inny grzyb nie ma tylu udokumentowanych dobroczynnych właściwości! Na krawędzi bankructwa spróbował sprzedawać je do Skandynawii. I bingo! Olał więc polski rynek, bo co miał zrobić!

Inna historia sprzed roku. Koleżanka, która rozkręcała knajpkę z dobrym jedzeniem (bez glutaminianu sodu, kwasku cytrynowego, sody do pieczenia itd) spróbowała wprowadzić do menu shiitake. Zrobiła ulotkę dedykowaną grzybom i zachęcała do darmowego próbowania. Cena nie odbiegała od innych dań. Nie dość, że nikt nie kupował, to nikt nie chciał nawet spróbować! Akcja rozgrywała się w Warszawie, a nie w prowincjonalnym miasteczku! Aż dziw bierze, że Polacy, w swym konserwatyzmie, nadal nie rozniecają ognia chubkami!

W Japonii shiitake to najpopularniejszy grzyb. Hodowany w wielu Azjatyckich krajach - Chinach, Korei Południowej i na Tajwanie. Jeszcze do końca lat dziewięćdziesiątych liderem w produkcji była Japonia, ale prześcignęły ją Chiny. W tej chwili roczna produkcja w tej części świata to miliony ton! Shiitake hodowane są także w Australii, USA i w wielu krajach europejskich.
 

Tak wygląda hodowla na pniach. Początek cyklu.

 Za co kochamy shiitake?

 W tradycyjnej medycynie Dalekiego Wschodu grzyb shiitake znany jest jako "eliksir życia". Jego unikatowe właściwości powodują odzyskanie witalności, wzmacniają system odpornościowy oraz pomagają w zwalczaniu stresu. Ma silne działanie przeciwnowotworowe, przeciwwirusowe i antybakteryjne. Według najnowszych badań laboratoryjnych Shiitake zapobiega rozmnażaniu się w tkankach wirusa HIV.

Grzyb ten stał się sensacją gdy dokonano dwóch odkryć jednocześnie - wyodrębniono po raz pierwszy glukozyd Lentinian (Lentinula edodes - łac.) o unikalnych właściwościach przeciwnowotworowych oraz nieposiadające odpowiednika w świecie roślinnym związki lotne nazwane "fitocydami grzybowymi", zdolne do walki z wirusami, od najmniej szkodliwych adenonowirusów (powodujących katar) do wirusa HIV.

Oprócz tego Shiitake posiada unikalną właściwość obniżania poziomu cholesterolu, sprzyja normalizacji ciśnienia tętniczego, tłumi patogenną florę w organizmie. Shiitake to wspaniały immunoregulator i może być stosowany jako środek zapobiegawczy w profilaktyce chorób wirusowych i przeziębień. W cukrzycy grzyb ten stosowany jest w charakterze środka obniżającego poziom cukru.

W grzybach shiitake występują duże ilości witamin z grupy B, witaminy D, A, C, E, H, K i PP oraz kwas pantotenowy. Stwierdzono na przykład, że 100 g świeżych grzybów zaspokaja około 25% dziennego zapotrzebowania na niacynę (PP) i w około 20% na witaminę B2. Zawartość witamin w grzybach jest też często o wiele wyższa niż w większości warzyw.

Wbrew utartym przekonaniom, grzyby zawierają również sporo łatwo przyswajalnego białka. Nasz organizm nie trawi natomiast celulozy i chityny, budującej ściany komórek grzybni. Związki te pełnią rolę substancji balastowych, pobudzających procesy trawienne. O to to! Na tym nam bardzo zależy!

Jak wspomniałam kilka dni temu, używam suszonych grzybów shiitake, których zapas przywieźliśmy w tym roku z Tajlandii. Ale kupowałam też sklepach internetowych. Czasami, jak trafiam w hipermarkecie, kupuję świeże, ale nie są tak cudownie jędrne, jak te świeże kupowane w Tajlandii. Poza tym, nigdy nie wiadomo kiedy akurat będą.

Suszony grzyby należy namoczyć przez kilka godzin, śmiało można zalać je wodą rano, żeby nadawały się do obróbki po powrocie z pracy. Nóżki raczej nie nadają się do jedzenia, bo są nawet po tylu godzinach w wodzie zadziwiająco twarde, a kapelusze pokrojone w paseczki duszą się ok. 10 - 15 minut.





Poniżej świeże shiitake, obok grzybów enokitake (białe), shimeji i świeżych grzybów mun.



Shiitake można dodawać w zasadzie do wszystkiego. Robiłam je z warzywami i orzechami, w poprzednim odcinku były z kaszą, a dziś przytulą się do halibuta.


Poniżej dania ugotowane przez nas w Tajlandii, a więc ze świeżych grzybów i w różnych konfiguracjach.



Tu shiitake, grzyby mun, strączki groszku, marchewka, kapusta pak choi (w polskich warunkach można ją zastąpić kapustą pekińską) i obowiązkowo kolendra i bazylia! Dużo!



Tu shiitake z krewetkami, strączki groszku, kapusta kale, czosnek i kiełki słonecznika.

niedziela, 4 maja 2014

Kanonizacja Kaszy!





Majówka jak listopadówka! Żeby odetchnąć świeżym powietrzem, trzeba było najpierw strzepnąć z jesionek mole, które dopiero co zdążyły złożyć skrzydła i przysiąść w fałdach watoliny! Ale mając w pamięci lotnicze powiedzenie, że lepiej żałować, że się jest na ziemi, niż, że się jest w powietrzu, gratulowaliśmy sobie pozostania w Warszawie! W przerwach między strugami lodowatego deszczu udało się wprawić w ruch rowery, a jeżdżenie po pustym mieście, bez trąbiących za uchem sfrustrowanych kierowców jest przyjemnością nie mającą sobie równych! Poza tym w suchym i ciepłym domu uruchomiliśmy nareszcie projekt „Kasza”.

 


Trzeba powiedzieć wprost! KASZA CZYNI CUDA! Trudno doprawdy znaleźć inny, równie niedoceniany produkt, o tak wielkich zasługach! Pod względem właściwości odżywczych kasza przewyższa ziemniaki, ryż i makaron. Smak jest naturalnie sprawą dyskusyjną. No dobrze, ręka do góry, kto kaszy nie lubi?

Jak wybierać kaszę?

Kasze zachowują wartości odżywcze ziaren i nasion, z których je zrobiono. Dlatego im mniej z kaszą cudowano w procesie produkcji, tym jest zdrowsza. Z tego też względu należy skreślić wszystkie produkty błyskawiczne i drobne kasze, bo one przeszły najwięcej, żeby nadawały się do jedzenia np. tylko po zalaniu wrzątkiem. Jest całe spektrum kasz i każda ma swoją specjalizację. Dzisiaj głęboki ukłon w stronę kaszy jęczmiennej, a dokładnie kaszy pęczak!

Mając do wyboru pęczak, kaszę perłową (inaczej Mazurską) czy wiejską (wszystkie wymienione to kasze jęczmienne) wybieramy PĘCZAK, bo jest najmniej przetworzona! To całe pozbawione łuski ziarna jęczmienia. Z nich robi się pozostałe wymienione kasze rozdrabniając je.

Co w kaszy siedzi?

Największą zaletą kasz jęczmiennych jest bogactwo tzw. rozpuszczalnego błonnika (5,4 g), który przyczynia się do obniżenia ilości cholesterolu we krwi. Przeciwdziałała także problemom z zaparciami i wspomaga przemianę materii. To wielka zaleta, gdy chcemy, żeby krnąbrne kiszki nie utrudniały odchudzania! Od stanu jelit zależy więcej niż nam się wydaje. To właśnie tu ulokowane jest prawie 70% komórek odpornościowych z całego naszego organizmu. Stan jelita wpływa więc w znacznej mierze na zwiększenie odporności na infekcje i zachorowania.

Zawarta w kaszy jęczmiennej witamina PP (niacyna) poprawia wygląd skóry. Witaminy z grupy B usprawniają pracę układu nerwowego, przeciwdziałając depresji. Wpływają też pozytywnie na kondycję włosów. Kasza jęczmienna zawiera też sporo żelaza (zapobiega anemii) i potasu. Bogata jest także w różne fitozwiązkiI, które mają właściwości przeciwalergiczne, przeciwwirusowe, antybakteryjne, spowalniające procesy starzenia, przeciwnowotworowe, przeciwzapalne, wzmacniające mięsień i naczynia krwionośne, działają ochronnie na miąższ wątroby, nerki i serce. Uff…

Mając już w swoim portfolio kapustę kiszoną, a teraz także kaszę, można spokojnie zasiąść do pisania „Chłopów”! No właśnie, takie skojarzenia wywołuje ta boska istota! Jakie to niesprawiedliwe!

Śniadanie


Wbrew polskiej tradycji - kanapki z żółtym serem, majonezem i pomidorkiem lub jajecznicy na maśle z białą bułeczką - na śniadanie wczoraj i dziś, wystąpił pęczak w miłosnym uścisku z warzywami i grzybami, gdyby naśladować stylistykę jadłospisów aspirujących restauracji.




W uścisku wzięły udział oprócz kaszy:

- grzyby shitake


- jedna cebula


- świeży szpinak


- brokuł


- świeża pietruszka z tarasu


- świeża mięta też z tarasu

Grzyby Shitake SĄ GENIALNE! Świeże nieregularnie bywają w hipermarketach. Suszone można kupić w sklepach z egzotyczną żywnością. Bywają w paczuszkach i na wagę. Trzeba namoczyć je na kilka godzin (minimum dwie), ale można rano, po to, żeby ugotować je wieczorem. Nóżki nawet po namoczeniu stawiają opór, więc należy je pokroić na małe kawałeczki, ale jest też szkoła, żeby je po prostu wyrzucić.

Namoczone grzyby gotuje się ok. 20 min. Można trochę wcześniej sprawdzić ich gotowość. Powinny być miękkie, ale jędrne! Po ugotowaniu kroimy je na paseczki i bardzo delikatnie solimy.









Cebulę szklimy na patelni, dodajemy opłukane liście szpinaku i mieszamy, żeby ledwie zwiędły. Ten duet łączymy z grzybami i kaszą na patelni, dodajemy ugotowanego na twardo brokuła podzielonego na różyczki, dodajemy pieprz i rzucamy się na to wszystko jak hieny.





Kasza jest dość kaloryczna, bo ma 370 kcal w 100 gr., ale po spożyciu, chłonie duże ilości wody i przez to pęcznieje w przewodzie pokarmowym. Dzięki temu, po nawet niewielkim posiłku, długo odczuwamy sytość. 200 gr tego szaleństwa to aż 360 kcal (mniej niż 100 kaszy, bo towarzystwo jest mniej kaloryczne), ale przysięgam, przez kilka godzin lodówka nie stanowi żadnej atrakcji!

Komputer pokładowy wskazał spalenie 560 kcal podczas szesnastokilometrowej trasy! In bound był pod wiatr! W domu odłamaliśmy sople z nosów! Byle do wiosny!

piątek, 2 maja 2014

Nowy w domu czyli o miłości do szparagów!

Łatwizną byłoby pomyśleć, że ten Nowy, to kot! Nic z tych rzeczy! Nowy chwilę wcześniej był w pudełku, w którym na zdjęciu siedzi kot! Nowy to garnek do gotowania szparagów! Nowy to prezent od przyjaciół - Kasi i Konrada! Jakże trafiony! 

Nie wiem jak dotychczas mogliśmy (fanatycy szparagów!) żyć bez takiego garnka! Teraz do obsługi szparagów mamy, fiu fiu, kompletne oprzyrządowanie - oprócz garnka, specjalny nożyk do obierania, też prezent, ale od mojej mamy!