środa, 19 października 2016

Fasola Scarlet czyli jak nie przeminąć z wiatrem! (recipe in English)


Kazik jest niezwykły! To ten Czarodziej, u którego zaopatrujemy się w warzywa. Wśród żuławskich pól obsianych rzepakiem, pszenicą, burakami cukrowymi i kukurydzą, przycupnął Kazik ze swoim poletkiem, na którym uprawia takie niezrozumiałe dla wiejskiej publiczności wynalazki jak: brukiew, melony, brukselkę, pasternak, tykwy czy dynie ozdobne, które wspinają się po akacji do wysokości drugiego piętra i zostają tam na zawsze, bo Kazikowi nie chce się po nie wspinać! 


Przed ostatnią falą chłodów pojechaliśmy do Kazika po pomidory. Jak zawsze wdaliśmy się w pogawędkę o uprawach, zachwyciliśmy się dyniami, i już mieliśmy wsiadać do samochodu, gdy Kazik skinął na mnie i zaprowadził do ściany chałupy, po której wspinała się kwitnąca na czerwono, a właściwie na koralowo, fasolka. Swoją wielką, jak niedźwiedzia łapa, ręką sięgnął po długi, gruby strąk i wręczył mi bez słowa, ale za to z wyzywającym spojrzeniem. Wzięłam strąk i ze skupieniem neurochirurga podczas operacji mózgu, zrobiłam w nim najpierw małą szczelinę, a następnie rozchyliłam łupiny. No i stało się to, co Kazik prawdopodobnie przewidywał czyli efekt WOW, bo wrzasnęłam tak głośno, że szpaki jak gruchy pospadały drzew ;o) W środku strączka były wielkie, różowe ziarna w  w czarne kropki! Olśniewały urodą! 




Kazik zadowolony z takiego rozwoju wypadków, wskazał ręką na pnącze z zachętą do zrywania! We mnie natychmiast powstało pragnienie, by w następnym roku mieć tę fasolę u siebie! Niestety Kazik nie wiedział, co to za gatunek, bo nasiona dostał od kolegi, który powiedział mu tylko, że to „kolorowy Jaś”. Nie pozostało nic innego, jak przegrzebać internet! No i się zaczęło!

Pierwsze rezultaty pojawiły się dość szybko, ale okazało się, że to czubek góry lodowej i po kilku godzinach mózg dymił mi jak komin Huty Katowice. Okazało się, że ta ślicznota nazywa się „Scarlet Runner” - Phaseolus coccineus czyli fasola wielkokwiatowa, której jest kilkanaście odmian, ale żadna z nich nie dorównuje urodzie Scarlet. Jednak najważniejszą informacją wynikającą z mojego śledztwa jest to, że fasola Scarlet jest tzw. Heirloom plant. Najlepsze polskie określenie, jakie znalazłam to „historyczna odmiana”. Jest też pojęcie „prastara”, ale mniej mi się podoba ze względu na skojarzenie z wodą kolońską w oplocie z wikliny z czasów PRL-u ;o)


 
Heirloom znaczy, ni mniej ni więcej, że fasolą o takich samych cechach, smaku i wyglądzie cieszyli się mieszkańcy Ameryki Środkowej tysiące lat temu. Działa to na moją wyobraźnię! Rzecz jasna pojęcie „historyczne odmiany” dotyczy wielu gatunków roślin, nie tylko fasoli. Większość uprawianych na skalę przemysłową roślin, to rośliny hybrydowe, które są wynikiem krzyżówek w celu wyposażenia rośliny w jakąś cechę, a pozbawienia jej innej. Najczęściej walka odbywa się o wyhodowanie rośliny, która będzie dobrze znosiła transport i przechowywanie, a także będzie odporna na jakieś choroby. Smak schodzi na dalszy plan!

Inną ciekawostką jest to, że rośliny hybrydowe nie przenoszą swoich cech na następne pokolenie. Co to znaczy? Na przykład pomidor „C” będący krzyżówką pomidorów „A” i „B” nie wyrośnie jako „C” z zebranych nasion. Taki egzemplarz będzie miał cechy pomidora A lub B. Nie wystarczy mu bowiem naturalne zapylenie przez pszczołę, motyla czy wiatr, tylko musi się to dokonać sztucznie. Gdy naczytałam się tych wszystkich mrożących krew w żyłach informacji, uprzytomniłam sobie, że w ubiegłym roku wyhodowaliśmy hybrydę, a właściwie wyhodowała się sama. Posadziliśmy obok siebie kilka krzaków cukinii żółtej i zielonej. Jeden z nich urodził cukinie w żółto-zielone łaty! Nawet dziwowałam się, co to za odmiana, bo nie kupowałam żadnej w ciapki. Teraz zrozumiałam, że doszło do zapylenia krzyżowego i sąsiadki się wymieszały!

Historyczne odmiany roślin cieszą się na świecie coraz większą popularnością. Entuzjastów smacznych roślin z rodowodami przybywa, łączą się w grupy i wymieniają między sobą drogocenne nasiona!

W National Geografic znalazłam informację, że obecnie jest na świecie ok. 1,4 tys. banków nasion. Najbardziej ambitnym projektem jest nowy Globalny Bank Nasion na Spitsbergenie, wbudowany w zbocze z piaskowca, w wiecznej zmarzlinie, zaledwie 1125 km od bieguna północnego. Nazywany „skarbcem dnia sądu ostatecznego” magazyn zawiera nasiona zebrane we wszystkich innych bankach świata. Niczym zapasowe kopie są one przechowywane w wiecznie chłodnej, wolnej od wstrząsów strefie, 122 m n.p.m. Pozostaną bezpieczne i suche, nawet gdyby stopiły się czapy lodowe na obu biegunach. Otwarte pozostaje pytanie, kto do tej wiecznej zmarzliny dotrze, gdy stopią się lody na biegunach! ;o)

Najbardziej jednak ucieszyła mnie wiadomość, że UWAGA, UWAGA, tu w pobliżu, na Żuławach, w Nowym Dworze Gdańskim, a dokładnie w Klubie Nowodworskim, powstała inicjatywa, żeby skatalogować stare odmiany drzew i krzewów owocowych rosnących na tych terenach i propagować ich uprawianie zgodnie z tradycją! Nie zawsze odwoływanie do tradycji jest dobre, często jest bezmyślne i głupie (jak choćby karp w święta), ale to jest wspaniały pomysł i na naszym kawałku żuławskiej ziemi na pewno posadzimy jakieś historyczne odmiany! Pamiętacie być może, że mamy tu stare śliwki, którymi zachwycałam się na tych łamach kilkakrotnie!

Wracając do fasoli, nie muszę chyba dodawać, że NIE cała Scarlet została pożarta! 50 ziaren zostało przeznaczonych na nasiona. Mało tego, w przyszłym roku w warzywniczku będzie miejsce tylko dla historycznych odmian! Sprawdziłam też rodowód naszych fioletowych kartofelków! Są „PRASTARE”! Nazywają się Vitelotte, pochodzą z Ameryki Południowej, a ich pierwszy europejski ślad pochodzi z Francji z początku XIX wieku! Czuję się jak inspektor Herkules Poirot!

Spotkanie z fasolą Scarlet było pretekstem do godnego jej uhonorowania! Zrobiłam jesienną sałatę, porządne danie właściwie, sałata brzmi zbyt głodno! ;o) Oto ona!




30 dkg fasoli (ja użyłam Scarlet, ale Piękny Jaś będzie tak samo dobry)
30 dkg pomidorków cherry
8 szalotek
3 łyżki czarnych oliwek
3 gałązki rozmarynu
łyżka oliwy extra vergin

ja nie solę, ale odrobina może być potrzebna, zwłaszcza na szalotki

sos

2 łodygi trawy cytrynowej
1 spory ząbek czosnku
sok z jednej cytryny
łyżka syropu z agawy
kilka łyżek oliwy extra vergin



Przygotowanie

Fasolę zalać dużą ilością wody, włożyć płat glonów kombu i ugotować do miękkości. Posolić pod koniec gotowania. O znaczeniu glonów kombu na przyswajalność fasoli pisałam TU

Do płaskiego naczynia do pieczenia włożyć pomidorki cherry i przekrojone na połówki szalotki (obieram je z łupin po upieczeniu). Połowę listków rozmarynu drobno posiekać i posypać pomidorki i szalotkę.  Skropić wszystko oliwą i wymieszać, żeby jako tako rozprowadzić płyn. Pozostały rozmaryn pocięty na kawałki długości 3-4 cm zanurzyć w oliwie i położyć na wierzchu (zrobią się rozmarynowe chipsy ;o). Wstawić do rozgrzanego do 160 stopni piekarnika, wysoka półka, najlepiej grzanie tylko górne i piec przez 20-25 minut.



 
W czasie gdy fasola się gotuje, a warzywa się pieką, robimy sos. Łodygi trawy cytrynowej (tylko białe części, tak  jak to się robi z porami) posiekać. Zblendować trawę z ząbkiem czosnku, sokiem z cytryny i syropem z agawy. Gdy masa będzie już naprawdę dobrze zblendowana, stopniowo wlewać oliwę, aż do uzyskania pożądanej konsystencji. Nie ma tu ortodoksji, co do gęstości. Sos powinien być raczej gęsty i aksamitny, ale najważniejsze, żeby nie było w nim strzępów trawy cytrynowej.  



Ugotowaną fasolę mieszamy z upieczonymi pomidorkami i pokrojoną w piórka szalotką. Dodajemy pokrojone na połówki oliwki, polewamy sosem, mieszamy i zjadamy!

Uwaga! Sosu można zrobić więcej, bo kilka dni można go bez problemu trzymać w lodówce, a pasuje do różnych warzyw, zarówno surowych, jak i pieczonych. Druga sprawa - sałata smakuje wspaniale na ciepło i na zimno. Może być obiadem, a następnego dnia lunchem do pracy! No to smacznego! 



RECIPE IN ENGLISH

Runner beans, cherry tomatoes, shallots and rosemary in a lemon grass sauce.

Ingredients

300 gr runner beans (I took Scarlet runner beans)
300 gr cherry tomatoes
8 shallots
3 tablespoons of black olives
3 rosemary sprigs
tablespoon of extra vergin olive oil
sheet of kelp (kombu) appr. 10cmx10cm for cooking beans

Sauce
2 lemon grass stems
1 garlic clove
juice from 1 lemon
1 tablespoon od agave syrup
a few tablespoon of extra vergin olive oil


Method

Cook the beans. To avoid digestion problems, soak the bens overnight, than change the water and cook uncovered in a big amount of water with the sheet of kelp (kombu) which ease the nutrition values to be absorbed as well as makes the bean to be easier digested!

Cherry tomatoes and shallots halves toss in olive oil and put in the oven proof dish. Chop half of the rosemary leafs and sprinkle over the tomatoes and shallots. Dig the left rosemary sprigs in olive oil and put over the tomatoes. Grill for 20 - 25 min at 160 C.

Sauce

Chop the white parts of lemon grass. Than blend lemon grasss with garlic, lemon juice, agave syrup until it will be very smooth. Gradually add olive oil. The final texture is up to your preferences but it should't be too thin.

When the vegetables are grilled, cut shallots lenghth wise and mix with beans, tomatoes, halved black olives and sauce. Serve hot or cold.

7 komentarzy:

  1. Pyszna opowieść!
    Scarlet to piękna fasola. A sałatce bardzo z nią do twarzy.
    Po dary ziemi muszę jeździć na wieś, a tam mam swoją panią Kazię.
    Uwielbiam rozmowy z Nią o uprawach i wiejskich klimatach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie w tej historii najbardziej porusza, że mała różowa fasolka wpłynęła na moje życie! Dokonałam odkryć i powzięłam postanowienia, tylko dlatego, że stanęła na mojej drodze! Dziękuję za miłe słowa! I życzę podobnie inspirujących spotkań! ;o) Kasia ps. Zajrzałam na blog! Bardzo ciekawy! :o)

      Usuń
  2. Ja bym chciała takie nasionko... :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Dałabym synowi. On jest mistrzem rośnięcia roślin.

      Usuń
    2. To zachowuję dla Maestro nasionko! Jakoś będziemy się łapać, jak zjadę do Warszawy!

      Usuń