piątek, 12 grudnia 2014

Karp z Misia!


Oto za chwilę Polska złoży hołd uświęconej tradycji. Skonsumuje karpia. Nie jest to jednak ani tradycja ziemiańska, ani mieszczańska, ani nawet sielska. Także względy religijne nie wiążą się z tą konkretną rybą. A więc co sprawia, że 17 milionów karpi trafia co roku do polskich domów i zostaje zjadanych z przyjemnością lub bez?


To proszę Państwa chichot historii! Wigilijny karp jest jak z „Misia”. Chociaż Bareja z Tymem tego nie wymyślili!

Zawdzięczamy go, to znaczy Ci którzy go w święta „uprawiają”, powojennej, peerelowskiej gospodarce planowej. Karp, jako ryba łatwa w hodowli, szybko rosnąca i nie grymasząca jeżeli chodzi o jedzenie, został wprowadzony do pegieerowskiej produkcji, żeby w święta realizować zapotrzebowanie Polaków na rytualne zjedzenie ryby. Jechało od niego błotem, ale był. Wpłynął na salony ozdobione meblościanką z Ametystem lub Rubinem i Eugeniuszem Pachem, Ireną Dziedzic, a później Janem Suzinem w środku. 

Tomasz Adam Pruszak - doktor nauk humanistycznych i historyk sztuki, którego zainteresowania badawcze obejmują między innymi obyczaje ziemiaństwa i arystokracji polskiej XIX i pierwszej połowy XX w., opisuje w książce „O ziemiańskim świętowaniu” wydanej przez Wydawnictwo Naukowe PWN, przygotowania do Wigilii w Polsce na przestrzeni wieków. Przytaczane w książce opowieści są bardzo podobne, jeżeli chodzi o ryby. Zwykle na połów wyruszano 24 grudnia rano i ze skutych lodem rzek, jezior i stawów wyławiano ryby na wigilijny stół. Były to szczupaki, liny, sumy, węgorze, karasie, karpie, okonie i płocie czyli to, co w wodzie pływa. 

Karp jest jak klątwa ciążąca nad Polskim Narodem, który w 1989 roku zrzucił jarzmo reżimu i odżegnał się od jego symboli, z jednym wszakże wyjątkiem - KARPIEM własnie! Że też do tej pory nie kapnęli się ci w PiS-ie!

Czy ja występuję przeciwko karpiowi? Ależ skąd! Uważam, że Polacy powinni jeść ryby, i to dużo więcej ryb! Islandii nie podskoczymy, bo oni zjadają 91 kg ryb na głowę, Japonii też nie - 58,6, ale nawet kraj tak pozbawiony dobrych tradycji kulinarnych jak Wielka Brytania chlubi się liczbą 21,3 kg, podczas gdy Polak zjada jedynie 10,1kg.

O co mi w takim razie chodzi! Otóż, o to, że w imię „nowej świeckiej tradycji”, absurdalnemu przyzwyczajeniu rodem z najczarniejszych czasów PRL-u, MALTRETUJE SIĘ MILIONY RYB, żeby cała Polska, jednego dnia i nieomal o jednej godzinie mogła zjeść karpia! 

Wigilia oznacza dla karpi wielodniowa gehennę! Są odławiane, sortowane i transportowane do sklepów, gdzie trzyma się je w niedostatecznie napowietrzonych zbiornikach. Nierzadko pływają we własnej krwi. Przeżywają ogromny stres i szok temperaturowy. 

Profesor Tomasz Mikołajczyk z Katedry Ichtiobiologii i Rybactwa Akademii Rolniczej w Krakowie uważa, że sprzedaż żywych ryb to barbarzyństwo! W większości krajów Europy Zachodniej proceder ten już nie istnieje. Z kolei profesor Andrzej Elżanowski, podkreśla, że ból i strach to doznania wspólne dla wszystkich kręgowców. Karp czuje ból jak pies czy kot. Tylko że nie krzyczy, więc łatwiej nam ignorować jego cierpienie! Receptory bólu u ryb są porównywalne do tych na skórze ssaków. Wrażliwość ryb na ból jest podobna do tej, jaką ma ludzkie oko!

Żywe ryby wkładane do plastikowych siatek konają w męczarniach, dusząc się! Nieprawdą jest, jak niektórzy sądzą, że ryba zasnęła! RYBA SIĘ UDUSIŁA! Apeluję o empatię! Może tak, jak we wspomnianym już tu „Misiu” - „A gdyby to wasza matka?” 

Kolejnym problemem jest amatorskie uśmiercanie ryb. Nieumiejętne zabijanie jest niczym innym, jak wymyślnymi torturami! Karp ma wyjątkowo twardą głowę, dlatego walnięcie młotkiem często nie wystarcza i ryba nadal żyje! Potrzebne są tu umiejętności, których przeciętny człowiek nie ma.

Nie atakuję tu producentów karpi, nie chcę pozbawić ich zarobku, ale im też lepiej będzie się żyło jak karpie będą jedzone przez cały rok, a nie jednego dnia! Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby, podobnie do producentów łososi czy pstrągów, prowadzili w ciągu roku kampanie mające na celu zwrócenie uwagi na hodowane przez nich ryby. Karp tak samo dobrze sprawdzi się na biwakowym grillu, jak pstrąg! 

Nie kupujcie żywych karpi! Tylko zmniejszony popyt jest w stanie wyeliminować bestialstwo, jakie odbywa się w majestacie Świąt! 

Ilustracją do tego odcinka jest fragment kartki bożonarodzeniowej, jaką kilka lat temu zaprojektowałam dla Wydawnictwa Naukowego PWN, a przyklasnęła jej dzierżąca wówczas berło marketingu Iza Matys! Przekaz pozostaje aktualny! 

5 komentarzy:

  1. A jak uśmierca się szczupaki, liny, sumy, węgorze, karasie, okonie i płocie ? Podejrzewam ,że też swojsko, czyli uderzeniem czymś ciężkim w główkę. Nie oznacza to, że nie lituję się nad karpiami, ale one są tylko przykładem tego, co robi się innym rybkom. Jak się brzydzić nieumiejętnego zabijania, to w odniesieniu do innych zwierząt również. Wyobrażam sobie rybkę, która łapie się na haczyk ( czyli gdzieś tam ten haczyk jej się wbija), rybaka, który ją wlecze przez dziesięć minut w wodzie, albo i dłużej... , który potem tę rybkę wyławia, stwierdza , że za mała , wyrywa jej ten haczyk i "humanitarnie" puszcza wolno. A gdy rybka jest odpowiedniej wielkości, dostaje od rybaka po głowie " na śmierć" tak jak karp.... Fedora

    OdpowiedzUsuń
  2. Monika, masz rację, rybom dzieje się wiele złego! Nie są traktowane jak istoty odczuwające ból!
    Chodzi jednak o to, żeby ból skracać i cierpienie minimalizować, tak jak tylko to możliwe! Sytuacja, w której, 40 mln ludzi chce jednego dnia zjeść karpia, a wiele z nich chce kupić żywego, doprowadza do patologicznych stanów maltretowania ryb! Mało tego, większość osób nie widzi niczego niestosownego, że karpie leżą ściśnięte w wanienko-kadziach bez tlenu, że moczą się (bo przecież nie jest to pływanie) we własnej krwi, wreszcie normalne jest włożenie żywej ryby do plastikowej siatki i trzymanie jej tak długo, aż się udusi! Niezbędne jest edukowanie, uświadamianie ludziom, że ryby jako kręgowce odczuwają ból! Jak zacznie się dostrzegać cierpienie zwierząt, to i między ludźmi będzie się lepiej działo! cmok cmok! k

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę sobie, że te karpie tortury to własnie ze względów humanitarnych. Tyle że nie wobec ryb tylko siebie. Ludzie (przynajmniej ci normalni) nie lubią zabijać, więc tak niby niechcący przez zaniechanie, fundują im ten koszmar.
    Odkąd wymieniłam spojrzenia z karpiem wannie w głębokich latach siedemdziesiątych nie mogę jakoś jeść przedstawicieli tego gatunku . Choć ryby i owszem bardzo lubię. Do luftu z takim lubieniem, doprawdy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak Elzo! Dlatego NAPRAWDĘ wierzę, że warto o tym mówić. Przypuszczam, że może być jak mówisz, że to z nieświadomości! Jeśli ileś ludzi przejrzy na oczy to sukces! A w kolejnym roku, kolejne ileś itd.! I'm on the mission! :o)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kasiu,

    Jestem za. Nie jem karpi...

    Jacek W

    OdpowiedzUsuń