poniedziałek, 22 czerwca 2015

Syrop z kwiatów czarnego bzu! Koniecznie!


Moim ulubionym pisarzem jest Janosch. Każda jego książka wywarła na mnie wielkie wrażenie i mimo że nie mam pięciu lat (a może właśnie dlatego) poruszyła we mnie najdelikatniejsze struny. Myślicie że się wygłupiam? Słowo, że nie! Dziś przypomniała mi się książeczka o Świerszczyku Muzykancie i Krecie (Wydawnictwo Znak).
Początek jest taki: „Był sobie raz Świerszczyk, który przez całe lato wciąż tylko grał na swoich skrzypeczkach. Dla własnej przyjemności i małym polnym zwierzątkom do tańca”. Nie będę zdradzała całej dramaturgii, ale skutek był taki, że nie przygotował się do zimy i gdyby nie kret, jego los byłby marny. 


Dlaczego to przypominam? Otóż nadeszła właśnie pora, żeby zadbać o pewne rzeczy z myślą o zimie. Jedną z nich jest syrop z kwiatów czarnego bzu. Nie tak popularny jak sok z owoców, ale dysponujący niezwykle bogatym portfoliem obszarów działania. 



Kwiaty bzu czarnego zawierają beta karoten, witaminy A, B1, B2, B3, B6, C oraz potas, wapń, magnez, sód, fosfor, sód, żelazo, miedź, mangan i cynk. Znajdują się w nich olejki eteryczne, flawonoidy, flawonole, glikozydy flawonolowe (m.in. rutyna) oraz inne.

Dzięki tym wszystkim składnikom działają:

- wykrztuśnie
- napotnie
- antywirusowo
- moczopędnie
- oczyszczająco

Stabilizują krwiobieg, wychwytują wolne rodniki, przyspieszają przemianę materii, łagodzą stany zapalne skóry, wzmacniają odporność oraz chronią i wzmacniają błony śluzowe dróg oddechowych. 

To naprawdę wspaniała roślina i warto zabawić się w babkę zielarkę, albo dziada zielarza ;o) Koleżanka Marzenka przysięgała mi waląc się w piersi, gdy wspomniałam jej, że robię syrop z kwiatów bzu, że ubiegłej zimy po herbatce z suszonych kwiatów, natychmiast wraz z córką podźwignęły się z tak strasznego przeziębienia, jakie mogłoby wystąpić tylko w jakiejś przerażającej historii Braci Grimm!


Czarny bez jeszcze kwitnie. Są miejsca, gdzie już przekwita, ale w sobotę w pobliżu Warszawy widziałam krzewy obsypane kwieciem. 

Uwaga! Wszystkie części rośliny zawierają w różnej ilości trujący glikozyd - sambunigrynę. Obróbka cieplna albo suszenie pozbawia bez morderczych skłonności. 

Wykonanie jest bardzo proste, a więc do dzieła. Potrzebujemy kwiaty, wodę, cukier i 5 cytryn.

Na około 50 baldachów (moje były małe i było ich około 80) potrzeba litr wody i 1,5 kg cukru.

Do ścinania kwiatów z krzaka przydaje się sekator, potem jeszcze trzeba poodcinać łodyżki, (są gorzkie), ale są na tyle cienkie, ze do tego wystarczą nożyczki. Z kwiatami należy obchodzić się delikatnie, żeby osypało się z nich jak najmniej pyłków, albowiem wszystko to jest bardzo cenne. 

Po przyniesieniu kwiatów do domu warto rozłożyć je na papierze na jakąś godzinkę, żeby pozwolić się ulotnić małym lokatorom, chociaż z mojego doświadczenia wynika, ze zawsze znajdzie się jakiś amator gorącej kąpieli ;o)


Wodę gotujemy z cukrem, aż się rozpuści i takim syropem zalewamy pozbawione łodyżek kwiaty. Nie gotujemy. Trzeba dopilnować, żeby wszystkie kwiaty były zanurzone, a następnie należy zostawić je na mniej więcej dobę w spokoju. Po tym czasie przecedzamy syrop. Ja to robię przez sitko, a nie przez ściereczkę, żeby pozwolić pyłkom zostać w syropie na zimę. Po prostu ich szkoda! Wprawdzie płyn nie będzie klarowny, ale nie o to przecież tutaj chodzi! 


Gdy część płynna jest już oddzielona od pachnącej reszty, należy podgrzać płyn, ale nie doprowadzić do wrzenia. Gdy płyn będzie już bardzo gorący, wlewamy do niego sok z czterech cytryn. Nie należy tego robić wcześniej, żeby sok z cytryny zachował jak najwięcej wartości. Piątą cytrynę kroimy na plasterki i wkładamy po dwa do wyparzonych słoiczków. Nalewamy syrop, zakręcamy przykrywki i zostawiamy, żeby się zassały. Przy tej ilości cukru i cytryny nie ma potrzeby pasteryzowania, jeśli temperatura nalewanego płynu była wysoka. 

Syrop może być stosowany profilaktycznie i leczniczo, ale może też służyć do robienia orzeźwiających napojów latem. Po dodaniu wody, lodu i mięty robi się z niego wspaniała, zdrowa i zniewalająco pachnąca lemoniada.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz