sobota, 26 listopada 2016

Brukselka kapustka niewielka!


Zanim dojdę do brukselki, chciałabym nawiązać do finału tegorocznego letniska, które niespodziewanie zamieniło się w jesieniowisko, ocierając się także niekiedy o zimowisko, gdy szron pokrywał pola, a temperatura nocą spadała do minus 3 stopni. Na zewnątrz, rzecz jasna! Mocnym akcentem każdego sezonu jest pakowanie. Dobytek wywozimy z dwóch powodów - myszy i złodziei.

Wprawdzie ze złodziejami mieliśmy, jak do tej pory, do czynienia jedynie dwa razy i byli to raczej „koneserzy”, a nie wsiowi degeneraci, bo zginął mój kubek w kwiatuszki, wełniany kocyk w kratkę, kawiarka Bialetti, lampka z żółtym klosikiem, podczas gdy została na przykład nowa elektryczna myjka ciśnieniowa, narzędzia ogrodnicze, drabiny, gumiaki oraz inne rzeczy, które wsiowi złodzieje biorą w pierwszej kolejności! Rozgraniczam to, bo bez kubka w kwiatki można żyć, a bez gumiaków momentami ciężko! Choć mówiąc serio, bez względu na szkody, świadomość, że ktoś buszował po domu, burzy poczucie bezpieczeństwa i trzeba sporego wysiłku, żeby poczuć się znów u siebie.

W przeciwieństwie do złodziei, którzy są jakąś niewiadomą, myszy stanowią constans, więc kroki minimalizujące ich niszczycielską działalność są niezbędne. Kroki te, to ukrycie do szczelnych szaf i szafek czego się da, podwieszenie pod sufitem gabarytów i wywiezienie reszty gratów do Warszawy.

Jednym z takich gratów jest, żeby dać pełne wyobrażenie przedsięwzięcia, zmywarka. Dwa lata temu myszy wyjadły ze zmywarki wszystkie części, które nie były zrobione ze stali. Styropian, którym prawdopodobnie wycisza się urządzenie, pocięty na drobno, posłużył do zrobienia luksusowych gniazd, a części gumowe i plastikowe przydały się do zabijania nudy w długie zimowe wieczory! Dlatego teraz zmywarka wraca do Warszawy, bo uznaliśmy mimo wszystko, że to łatwiejsze niż wieszanie jej u powały.

Pakowanie samochodów po sezonie staje się prawdziwym wyzwaniem! Oprócz ludzi, livestocka w postaci dwóch kotów, wojskowej skrzyni po amunicji, w której rosną zioła, dwóch dorodnych oliwek w donicach, które muszą zimować w plusowej temperaturze, narzędzi drwalskich, stolarskich, hydraulicznych i innych, których nazw nawet nie potrafię powtórzyć, tego roku musieliśmy zabrać także długą drabinę - trzy części po 2.7 metra każda! To na nieoczekiwane zamówienie mojej mamy, która po latach wahań i wątpliwości rozmaitej natury, zdecydowała się na wycięcie orzecha włoskiego na działce i planowała dokonać tego czynu Panem Domu, jego piłą oraz jego drabiną! Dotychczasowa koncepcja logistyczna pakowania legła w gruzach. Misternie opracowany przez Pana Domu plan bezpiecznego ulokowania obok siebie miśnieńskiej porcelany z giełdy w Pruszczu Gdańskim i młotów, pił i kosy spalinowej, musiał zostać zrewidowany, nie bez udziału słów, uważanych powszechnie za niecenzuralne! Drabina musiała stać się, że tak powiem, osią pakowania. No, ale ostatecznie udało się. Przeprowadzka się dokonała. Mienie zaległo najpierw na podłodze między kanapą a stołem, a potem zostało stopniowo rozprowadzane na docelowe miejsca!



Gdy już Drwal Amator zaczął spoglądać w stronę piły i mieszanki z paliwem, żeby wziąć się z orzechem z bary, zadzwoniła moja mama. Z zaproszeniem po odbiór drewna do kominka! Ha! Wynajęła bowiem jakiegoś „działkokrążnego” białoruskiego gieroja, który siekierką i hartem ducha powalał za drobną opłatą drzewa owocowe na okolicznych działkach. I w zasadzie należałoby się cieszyć z takiego rozwoju wydarzeń, ale drabina leżąca na środku pokoju nie pozwala póki co, na emocjonalne przepracowanie incydentu! ;o)

W ten oto sposób wiejski sezon letni został ostatecznie zamknięty i nadeszła pora na pomalowanie paznokci ;o) oraz na opracowanie jesiennej karty dań! Hasło na grudzień to KAPUSTA, a właściwie Brassica oleracea czyli cała rodzina, do której zalicza się, i brokuł, i jarmuż, i kalarepka, że o kalafiorze nie wspomnę! Całe towarzystwo o niezwykłych walorach odżywczych, swojskie, tanie i niskokaloryczne! Niechaj przygrywką do tematu będzie brukselka! Ta to dopiero ma geny! Powstała na skutek skrzyżowania kapusty i jarmużu! Czy można wyobrazić sobie lepszych protoplastów!? Niemniej, jest to
istotka, która co roku spędza mi sen z powiek!


Lubię ją bowiem taką, jaka jest! Ugotowaną na parze z odrobiną masła ziołowego (które mam zadołowane w zamrażarce z lata - pisałam o tym). Nie przeszkadza mi jej zapach nazywany przez niektórych smrodem, czy smak określany przez innych jako gorzki! Co w takim razie mi doskwiera!? Ano pokusa, żeby zrobić z brukselki prawdziwe danie, a nie tylko ją ugotować! Wbrew pozorom, nie jest to takie łatwe, bo brukselka bywa kapryśna w zakresie dodatków. Po kilku eksperymentach, które raczej nie trafią do książek kucharskich - choć nadal żyjemy - zrobiłam danie szybkie, zdrowe i smaczne, a więc takie, o jakie mi chodziło!

 


Ziołowa brukselka z szalotką zapiekana z ricottą i orzechami włoskimi.

1/2 kg brukselki
4 szalotki lub 2 cebule (wprawdzie to nie to samo, ale może być)
pudełko ricotty 250 gr
1 jajko
pół pęczka zielonej pietruszki (może być kolendra)
garść orzechów włoskich
4 łyżki startego pecorino romano (ja lubię owcze, ale może być inny twardy dojrzewający krowi ser jak parmezan czy grana padano)
łyżeczka klarowanego masła
łyżeczka oliwy
łyżeczka oleju sezamowego
kilka gałązek rozmarynu
sól i pieprz

Brukselkę oczyścić i umyć, większe główki można przekroić, ale nie jest to konieczne. Szalotkę pokroić wzdłuż w grube piórka. Rozgrzać na patelni masło. Najpierw wrzucić szalotkę i na więcej niż średnim ogniu podsmażyć ją przez minutę, potem dodać brukselkę, delikatnie posolić i stale mieszając podgrzewać to towarzystwo przez 3-4 minuty, po czym zdjąć z ognia.

Piekarnik rozgrzewamy do 160 stopni, grzanie góra-dół.

Ricottę wymieszać z roztrzepanym jajkiem i posiekaną pietruszką. Jeżeli patelnia, na której robiła się brukselka z szalotką nadaje się do zapiekania, to zalać jej zawartość ricottą. Jeśli nie, to przełożyć brukselkę z szalotką do naczynia żaroodpornego, zalać ricottą, posypać orzechami i pokryć startym pecorino romano. Gałązki rozmarynu posmarować oliwą i ułożyć na wierzchu.

Naczynie wkładamy do rozgrzanego piekarnika na 10 minut. Następnie przełączamy grzanie na górę i zwiększamy temperaturę do 180 stopni. Zapiekamy 15 minut. Już na talerzach polewamy olejem sezamowym!

Najlepsze jest od razu po zapieczeniu i trzy osoby najadają się do syta! ;o)



12 komentarzy:

  1. Kasia, już pisałam, żeś mistrzunio?
    Kocham brukselkę!
    Aga Jaga
    P.S. Wracaliście tirem czy dwoma?

    OdpowiedzUsuń
  2. Aga, pisałaś, ale doprawdy możesz się powtarzać! ;o) Widzę, że jest społeczne zapotrzebowanie na fan klub brukselki! Jestem gotowa stanąć na jego czele! ;o) A wracaliśmy bagażówką i osobowym, z tym że ja w lecie byłam kilka razy w Warszawie i wywoziłam np. nakład ogórków kiszonych! Wiesz, UWAGA SZKŁO!

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja ostatnio odkryłam przepis na brukselkę błyskawiczną:
    1 łyżka oleju kokosowego
    1/2 kg brukselki umytej i przkrojonej na pół, leżącej ok. 40 min po przekrojeniu na powietrzu zanim wrzucimy ją na patelnię.
    Brukselkę wrzucić rozkrojonymi płaszczyznami do powierzchni patelni na rozgrzany olej kokosowy, posolić i poczekać, aż się przyrumieni, potem pomieszać i podlać niewielką ilością wody i poddusić przez ok. 7 min.
    Gotowe. Przepyszne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Bobi! Myślę, że to świetny pomysł! I ja lubię brukselkę, po prostu taką jaka jest, ale teraz chciałam zrobić prawdziwe danko! ;o) Ciekawa jestem czemu służy to 40 min "odpoczynku" przed wrzuceniem na patelnię? Może warto kupić ten pomysł do innych warzyw...

      Usuń
  4. Zdawało by się, że brukselka rzecz niewielka. A tu prosz, Społeczeństwo, Naród zdaje się UWIELBIAĆ bruxellkę.
    No i co warta cała ta ostatnio rozpętana nagonka na "Bruxellkę". Jasno widać, że dobra jest dla wszystkich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He, he... Na dodatek brukselka została wyhodowana w Bruxellce! Oni tam wiedzą, co jest dobre! ;o)

      Usuń
  5. Kasiu! Jestes wielka! Zainspirowałas mnie do gotowania tym małym daniem dla 3 osób. Myślisz, ze jesli pominę jajko to sie tez da?

    OdpowiedzUsuń
  6. Małgosiu, śmiało! ;o) Jajko trochę skleja, ale w tym wypadku nie jest to fundamentalna sprawa! Włosi pieką ricottę bez jajek i dają radę! A i Ty mnie właśnie natchnęłaś, żeby upiec ricottę na modłę włoską! :o)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak widać wszystko dobrze się składa- musicie wymyślić tylko jakąś grę salonową z użyciem drabiny.

    OdpowiedzUsuń
  8. Na rurze można się dobrze bawić, to pomyśl tylko Elzo, jaki potencjał tkwi w drabinie!

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja gdzies widziałam drabinę ustrojoną niczym choinkę, z gwiazdą na czub... na szczycie :-)
    Brukselka koniecznie do zrobienia. Jak zawsze inspirujaco. Dzięki pozdr. A.

    OdpowiedzUsuń
  10. Niewiele brakowało, a i ja dekorowałabym to żelastwo, ale szczęśliwie drabina znikła z pokoju pod moją nieobecność! ;o) Brukselkę, jak się dowiaduję, wykonały niezależnie moje dwie koleżanki. Obie próby były udane, a koleżanki z tych niegotujących raczej, więc chyba można śmiało działać "w temacie brukselka"! ;o)

    OdpowiedzUsuń